Hej, wesele tańcowało

fot. Maciej Moczydłowski
fot. Maciej Moczydłowski

W sobotę, 9 listopada 2013 r. stara aula w Głównym Gmachu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, zamieniła się w salę weselną. Para młoda – biblijny król Dawid i Batszeba – gościli licznie zaproszonych, a tańce odbywały się do muzyki wykonywanej na żywo. Mowa oczywiście o najnowszej premierze Teatru ITP.

„Wesele Dawida” taki tytuł nosi najnowszy spektakl studenckiego teatru, działającego pod kierownictwem ks. dr Mariusza Lacha. Wprawdzie tym razem dyrektor zrzekł się roli reżysera i powierzył tę odpowiedzialność Marcinowi Wąsowskiemu – członkowi kabaretu ŚwierSZczychrząszcz. On również jest autorem scenariusza. Muzykę napisał Michał Iwanek, zaś przygotowaniem wokalnym aktorów, tradycyjnie, zajęła się Urszula Kasprzak – Wąsowska.

Stara aula już sama w sobie wytworzyła przytulny, tajemniczy klimat, jak najbardziej odpowiedni do teatralnej atmosfery. Część sceniczna została bardzo praktycznie i prosto zaaranżowana. Skromna scenografia składała się tylko z drewnianego stołu i kilku krzeseł. Oprócz tego z sufitu zwisały długie, półprzezroczyste płótna z cytatami Dawidowych psalmów w języku hebrajskim.

Ubogość scenografii kontrastowała z obfitością talentu aktorskiego i płynnej akcji toczącej się żywo, przed licznie zgromadzoną publicznością. Spektakl rozpoczęła postać tajemniczej dziwaczki, która przechodząc pomiędzy widzami, powtarzała nienaturalnym głosem, że Dawid oszalał i postradał zmysły. Chwilę później salę wypełniła muzyka, grana na żywo, oraz tańce i śpiew aktorów. Warto zwrócić uwagę, że o ile spektakle ITP zawsze obfitowały w liczne i różnorodne piosenki, o tyle w „Weselu Dawida” przeplatał się wciąż ten sam motyw przyśpiewki wychwalającej „Dawida, naszego króla”. Oczywiście znalazło się miejsce dla kilku dłuższych wykonań, jak na przykład wystąpienie Batszeby (w tej roli Angelika Jędrzejewska), czy też utrzymana w konwencji gospel piosenka nadwornego kapłana (Paweł Wróblewski). Melodie z kolei, skupiały się cały czas wokół brzmień inspirowanych muzyką żydowską, którą współtworzyły: kontrabas, klarnet oraz dźwięk akordeonu, uzyskany przy pomocy keyboardu.

Biblijną historię Dawida i Batszeby zna każdy. Traktuje ona o mądrym królu, który uległ ludzkiej słabości i urzekł jedną ze swych dworzanek. Jako, że jej mąż – Uriasz – przebywał w tym czasie na wojnie, Dawid wydał rozkaz, aby przenieść go w wir najcięższej walki, by tam stracił życie. W ten sposób chciał zataić swój grzech oraz uzyskać prawo do poślubienia swojej kochanki. Jednak spektakl Teatru ITP ukazuje biblijną historię w zupełnie nowym świetle. Wesele utrzymane jest w koncepcji dzisiejszych wesel, na których ludzie tańczą, jedzą, piją, a o to, by każdy czuł się jak najlepiej, troszczą się drużbowie i wodzireje. Sama fabuła rozgrywa się w kilku sferach. Pojawia się kwestia nieobecności ojca panny młodej, nad którą biada sama Batszeba, wraz ze swoją matką (Elżbieta Piekorz) i służącą (Małgorzata Adamczyk). Inną grupkę tworzą dotychczasowe żony Dawida, którym nie podoba się, że ich mąż poślubił szóstą kobietę. Dyskutują one między sobą, jak wspaniałym systemem jest poligamia, która pozwala im spełniać się nie tylko jako kurom domowym, ale też realizować swoje pasje. Ponadto świetnie ukazują one swoją rolę, jako żony króla. Mają po prostu ładnie wyglądać, uśmiechać się i akceptować całą medialną pianę, ubijaną wokół osoby ich męża. Wszystkie królewskie małżonki zagrały swoje role naprawdę dobrze, jednak trzeba wśród nich wyróżnić Martynę Sabak oraz Marię Czarnecką.  Wśród weselników jest też typowy „pan Zdzisio”, który przychodzi na zabawę w pojedynkę, ale w miarę jak wzrasta stężenie we krwi, ten coraz bardziej zbliża się do swej upatrzonej partnerki tanecznej. W tej roli idealnie odnalazł się plastyczny Mateusz Prażmo, który samą swoją obecnością na scenie już pozyskuje serca i uśmiechy publiczności. Szczególną uwagę przykuwają również od pierwszych momentów spektaklu bracia samego pana młodego, wystylizowani na kultowy duet Blues Brothers. Ich zadaniem jest właśnie wodzirejstwo i nadawanie całej zabawie tempa oraz życia. Grający ich Adam Fiszer oraz Mariusz Lisowki, niejednokrotnie wzbudzali salwę śmiechu wśród widzów, zaś drugi z nich swoją autentycznością i sceniczną naturalnością, zdecydowanie zasłużył na miano najlepszego aktora spektaklu.

Przedstawienie utrzymane jest przez cały czas w formie wesela. Sceny zmieniają się na zasadzie skupiania uwagi na poszczególnych grupkach oraz ich problemach, wypełniając przerwy pomiędzy weselnym tańcem i śpiewem. Tylko kilka razy muzyka cichnie, a goście zamierają w bezruchu, kiedy to na sali pojawiają się tajemniczy goście – zmarli. Wspomniana wyżej tajemnicza prorokini, której rolę bardzo przekonująco wykreowała Kinga Nadłonek, przybywa kilkakrotnie, ostatecznie przemawiając do Dawida, który wreszcie odczuwa skruchę i zaczyna żałować swojego postępowania. Nie można jednak zapomnieć także o królu Saulu, niepotrafiącym się pogodzić z odebraniem mu przez Boga władzy na rzecz Dawida. Przybywa on z wyrzutami i pretensją zarówno do obecnego władcy jak i samego Boga, a w jego nieco obłąkaną postać wcielił się Łukasz Hejzner. Pojawia się także i sam Uriasz (Hubert Gileta), który odwiedza króla, aby spuścić mu przysłowiowy łomot za podstępne odebranie mu żony oraz upozorowanie jego własnej, niby to przypadkowej, śmierci.

Gdzie jednak podział się tytułowy Dawid? Nie to, żeby o nim zapomnieć, jednak konwencja spektaklu dopuszcza głównego bohatera do głosu dopiero po około trzydziestu minutach trwania przedstawienia. Sam gospodarz i pan młody niejako znika w tłumie gości i innych postaci, jego rola jest niezwykle mała, jeśli chodzi o tekst mówiony. Natomiast Łukasz Kmak (odtwórca roli Dawida) jest na scenie bez przerwy, a rola to przecież nie tylko słowa. Bierze on udział w tańcach, w niesłyszalnych dialogach stanowiących tło głównej sceny. Potwierdzeniem jakości jego występu są dodatkowo ostatnie sceny, w których przejmuje on pierwsze skrzypce i emocjonalnie oraz bardzo przekonująco przyznaje się do błędu, żałuje i wykonuje wraz z chórem gości psalm żalu.

ITP na tle historii z Pisma Świętego idealnie ukazuje problemy świata współczesnego. Poruszone zostają takie kwestie jak: idiotyczna walka aktywistów w sprawach wszelkich mniejszości i odrębności, manipulacja przekazem masowym, który ma trafiać do mas i utrzymywać ich w przekonaniu, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli dzieje się zupełnie odwrotnie, a także o ukazywaniu w mediach plastikowego świata sław, które ostatecznie są przecież najzwyczajniejszymi ludźmi.

Spektakl całościowo wypada niezwykle profesjonalnie, jeśli chodzi o grę aktorską. Koordynacja sceniczna jest wręcz perfekcyjna, naturalność aktorów pozwala oglądać ich kreacje z prawdziwą przyjemnością. Dialogi są błyskotliwe i wartko prowadzone, a liczne żarty nie mają nic wspólnego z usilnymi, żenującymi próbami wzbudzeniu choćby bladego uśmiechu na twarzy widza. Nowe widowisko Teatru ITP to bez wątpienia pozycja, którą warto rozważyć podczas ustalania planu ukulturalniania się w jesiennym Lublinie.

The following two tabs change content below.

Jan Brzeziński

Ostatnie wpisy Jan Brzeziński (zobacz wszystkie)