Grey był nam potrzebny

efe84db7f33f631dbc0a05845123ad153f9a890bKilka dni po najbardziej zakochanym święcie w roku jedno jest pewne – Grey był nam potrzebny. Nie chodzi tu oczywiście, jak przekonywali internauci, o herbatę, ale o Christiana Greya i jego pięćdziesiąt twarzy, które pokazane w książce i nie pokazane w filmie, zdobyły niesamowitą popularność. Bardzo dobrze, że tak się stało, bo greyizm wywołał kilka pozytywnych skutków.

Facet chwalący powieść E.L. James, to musi być dziwne. Otóż nie chodzi o pochwały (książka jest słaba, a narracja, budowanie postaci, tło – wszystko jest bardzo płytkie), ale zwrócenie uwagi na pozytywy. Przede wszystkim autorka tworząc Greya idealnie trafiła w niszę.  Po serii o Harrym Potterze, odkurzeniu Tolkiena i emocjonalnym Zmierzchu była potrzeba kolejnego hitu. Pięćdziesiąt twarzy Greya sprawdziło się w tej roli idealnie. Niestety lub stety (może komuś się to podoba), do takiego etapu wszechobecnej erotyki dotarliśmy. Teraz popkultura wzięła się za seks i nie ma się co oburzać, bo sami do tego doprowadziliśmy, czytając o zdradach, ekscesach seksualnych gwiazd (i nie tylko), klikając w filmiki oraz artykuły pokazujące i opisujące nagie zdjęcia celebrytów. James, a później Taylor-Johnson dali nam to wszystko w pigułce. Dostaliśmy powieść erotyczną i film (melodramat?) erotyczny, który nie ma nic wspólnego ze sztuką, jest tylko rozrywką. Książka ma być lekkim odmóżdżaczem, a film miły dla oka. Czy tak faktycznie jest? Tu miejsce jest na rzetelną ocenę i krytykę, ale nie ludzi, a produktów, które dostaliśmy.

Ktoś powie: dobrze, ktoś napisał kiepską książkę, nagrał słaby film, ale i tak odniósł sukces, przecież to bezsens. Może i bezsens, ale pozytywny. Przede wszystkim nastąpił wielki powrót do czytania. Rekordy sprzedaży trylogii Greya, pokazały, że mimo komputeryzacji ludzie wciąż chcą czytać. Kiedy minie greyizm, wezmą się za inne pozycje i zaczną szukać nowych książek, by znaleźć coś dla siebie. Podobnie jest z kinem, kiedy słucham wypowiedzi moich znajomych o filmie, jestem podbudowany. Krytyczne oceny muzyki, zdjęć, gry aktorskiej pokazują, że wciąż umiemy odróżnić zwykłą rozrywkę od sztuki. Kolejnym plusem są wszelkiego rodzaju parodie, które jeszcze długo będą nam dostarczały rozrywki. Doceniają je sami fani powieści James. Jak jakiś czas temu była moda na przerabianie Władcy Pierścieni, tak teraz jest moda na przeróbki Pięćdziesięciu twarzy Greya. Ostatnim plusem, dość przewrotnym, jest to, że w mediach zagościł seks perwersyjny. Nie brutalny lecz ugładzony, ale jednak perwersyjny. Przedstawiony w taki, a nie inny sposób pokazuje, gdzie jest granica, że dalej jest już coś, na co nie ma popytu, co przeraża i obrzydza, a nie pociąga. Film i książka o Greyu pokazują, jak daleko można się posunąć, by to jeszcze podobało się szerokiej publiczności.

Efekt greyizmu będzie jeszcze długo widoczny, kolejne ekranizacje znów zgromadzą tłumy, jednak wszystko powoli zacznie się wyciszać. Popkultura bowiem zaraz przerzuci się na coś nowego. Dajmy się zaskoczyć – zobaczymy co będzie dalej. Teraz ważne jest, by dobrze wykorzystać pozytywne skutki wywołane przez Pięćdziesiąt twarzy Greya.

The following two tabs change content below.