„Go west” Polsko

PZPN
http://www.footballblog.pl/

Parcie Polski ku Zachodowi bywa różnie oceniane. Jak zawsze, nie brakuje zwolenników jak i przeciwników takiej akcji. Jedni obawiają się wynarodowienia, drudzy zauważają w tym szansę dynamicznego rozwoju kraju. Pomijając politykę, gospodarkę i wiele innych dziedzin życia publicznego, jeżeli chodzi o piłkę nożną, Polska powinna jak najszybciej obudzić się z letargu i pójść drogą, którą już dawno utorowały sobie kraje zachodniej Europy.

Zacznijmy od porównania szkolenia młodzieży u nas, a szkolenia młodzieży w Holandii, Niemczech czy Hiszpanii. Polska osiąga sukcesy na arenie międzynarodowej. Mistrzostwo Europy U-16 w 1993 roku, drugie miejsce w 1999, trzecie miejsce w 1990, półfinał Mistrzostw Europy U-17 w 2012, Mistrzostwo Europy U-19 w 2001, trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata U-20 w 1983, to najważniejsze z osiągnięć naszej młodzieży w ostatnich dekadach. Sporo w porównaniu z reprezentacją seniorów. Gdzie tkwi przyczyna tego, że ci sami zawodnicy, którzy walczyli jak równy z równym z po-tęgami, a nawet często okazywali się lepsi, po wejściu w profesjonalny, seniorski futbol, nagle stają się gorsi od tych pokonanych w młodości?

Główną składową tego zjawiska wydaje się być różnica w modelu treningów. Nie chodzi tu o znajomość ćwiczeń, ale o ich rodzaj i intensywność. W szkółce Barcelony, Ajaxu, czy Bayernu młodym wpaja się radość z tej dyscypliny, ćwiczy z nimi technikę, wydobywa kreatywność u zawodnika, buduje się przyjazną atmosferę tak, by dziecko, czy nastolatek kojarzył piłkę nożną z czymś przyjemnym, czymś, za co chętnie da się pokroić i będzie harować dla niej z uśmiechem na twarzy. Dziecku i nastolatkowi nie narzucają jednak tej harówy. Tam panuje model treningu progresywnego, w którym najpierw sprawdza się, jaką sprawność ma dany zawodnik, a potem dostosowuje się do niego odpowiednie obciążenie treningiem. To daje powolny, systematyczny rozwój umiejętności u zawodnika, co z kolei zmniejsza też ryzyko poważnych, przewlekłych kontuzji. U nas w Polsce dominuje jednak model treningu intensywnego. Tu młodzi piłkarze są skupieni na treningu siłowym i jak najszybszym osiąganiu kolejnych poziomów umiejętności. Właśnie wtedy, w okresie młodzieżowym, zawodnicy potrafią być jedną z liczących się reprezentacji. Jesteśmy mocniejsi, lepiej zbudowani i bardziej wytrzymali, ale później, kiedy przychodzi wiek dorosły w piłce, nasi piłkarze mają w więk-szości wyniszczone organizmy, a kontuzje mogą kończyć się nawet kilkoma operacjami. Zawodnicy nie mają siły, by utrzymać swój poziom, nie mówiąc już o dalszym rozwoju. Kiedy mają po 18-20 lat, ich forma jest już najczęściej na równi pochyłej.

http://info.sport.pl
http://info.sport.pl

Równie ważna jest też psychika – i tu również mamy czego się uczyć. Czy wiecie, że kontrakty niektórych trenerów w ligach zachodnich zawierają zakaz podnoszenia głosu na piłkarzy podczas treningów? Według szkoły najlepszych klubów w Europie, dobry trener powinien być jak dobry ojciec: dawać przykład, budzić szacunek, a nie strach oraz inspirować i zachęcać do ciężkiej pracy. Jeżeli młodego człowieka skutecznie zniechęcimy do piłki nożnej, to bardzo prawdopodobne, że zanim skończy 18 lat porzuci marzenia o byciu zawodowym piłkarzem.

Na szczęście coraz więcej młodych trenerów jest kształconych właśnie według tej myśli szkoleniowej, która obowiązuje od dawna na Zachodzie. Niestety istnieje jeszcze inny problem. Zmiana mentalności u trenerów to za mało, by zmienić obraz piłki nożnej, gdyż tworzą ją też działacze, prezesi, kibice, dziennikarze i wreszcie sami piłkarze. W Polsce panuje tzw. „mania punktowania”, która oznacza, że trener otrzymuje krótkoterminowy kontrakt, podczas którego nierzadko oczekuje się od niego cudów. W takim wypadku to szczęście decyduje, czy uda nam się utrzymać beniaminkiem czy wygrać ligę jednym z faworytów. Kładzie się tu nacisk na wyniki, zgodnie z panującym przekonaniem, że trener, to wyniki. W zachodniej Europie trenera rozlicza się przeważnie z tego, jak zbudował drużynę i jaki osiągnęła ona progres, a wyniki, choć są ważne, to jednak nie najważniejsze podczas decydowania o być, albo nie być menedżera. Budowanie drużyny to powolny proces i czasem nawet sezon nie wystarczy na to, by pomysły szkoleniowca mogły przynieść efekty. Jose Mourinho, przychodząc do Chelsea po raz drugi powiedział, że potrzebuje sezonu na poukładanie drużyny, a wyniki pojawią się w następnym. Innym przykładem jest Jurgen Klopp. Obecny sezon BVB w Bundeslidze jest bardzo nieudany, ale mimo to nie zwolniono Kloppa, co w Polsce zdarzyłoby się w takiej sytuacji niejednokrotnie. Jak już wspomniałem, bardzo duży nacisk jest kładziony na wyniki. Kilka porażek trenera w polskich ligach i piłkarze zaczynają wątpić w jego umiejętności, zostaje wygwizdany przez kibiców, którzy publicznie domagają się jego zwolnienia, a prezesi klubów nierzadko uginają się pod prośbami fanów, skutkiem czego menadżer wylatuje na bruk.

Nieraz dochodzi też do sytuacji, w której trener, mimo iż ma całkiem inną koncepcję budowania zespołu, musi zamiast progresywnego postawić na intensywny model szkoleniowy. Przynosi to efekt, ale nie na dłuższą metę. Dorośli piłkarze jeszcze szybciej się eksploatują przy maksymalnym wysiłku i już w następnym sezonie, a czasem jeszcze pod koniec tej samej kampanii, zaczynają słaniać się na boisku. Jest jeszcze gorzej niż w punkcie wyjścia. Koło się zamyka.

Dlatego, jeżeli chcemy lepszej polskiej piłki, gruntowne zmiany muszą zajść na wielu płaszczyznach. Trener musi konsekwentnie dążyć do realizacji swego planu i uwierzyć we własne umiejętności, piłkarze i działacze powinni zaufać jego warsztatowi trenerskiemu, a kibice okazywać trochę więcej zrozumienia i nie zmuszać do pochopnych decyzji władz klubów.

Na zakończenie dodam, że uwierzyłbym w brak funduszy na (r)ewolucję Polskiemu Związkowi Hokeja na Trawie albo Polskiemu Związkowi Sportowemu Bobslei i Skeletonu. PZPN natomiast ma na to pieniądze, które i tak tutaj nie są najważniejsze. Stadiony, orliki, obiekty treningowe może ktoś zbudować za nas. Naszą mentalność musimy wykreować sobie sami.

The following two tabs change content below.
Dawid Małek
Miejscem, w którym przyszedłem na świat było miasto Radom a mieszkam w maleńkiej miejscowości o nazwie Grabowska Wola. Lubię wiele dziedzin sportowych, ale kocham tylko piłkę nożną. Lubię robić wszystko, co jest związane z footballem: grać na boisku, na komputerze, oglądać mecze no i.... opisywać piękno tego sportu. Interesuje się również historią, trochę motoryzacją i geografią. Nie jestem na 100% przekonany, czy zostanę dziennikarzem, jednak w podjęciu decyzji i zweryfikowaniu moich predyspozycji może pomóc praktyka w takich miejscach, jak gazeta studencka "COŚ Nowego".