Gimbaza na wylocie

gimbazaKtóż z nas, przedstawicieli roczników od 1986 do 1999, tego nie pamięta? Trzy szalone lata. Lata, kiedy to do głów przychodziły najdziwniejsze pomysły, a buzujące hormony nie pozwalały usiedzieć w miejscu. Gimnazjum to czas przez jednych wspominany z sentymentem, przez innych z kolei określany mianem okresu degrengolady i zepsucia. Kto w tym sporze, w obliczu realnej możliwości likwidacji gimnazjów, ma rację?

Sprawa likwidacji szkół gimnazjalnych idzie w parze z kwestią zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Oba problemy były często podnoszone przez polityków podczas kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Od prawicy do lewicy – każda opcja wyraziła swoje zdanie. Prawo i Sprawiedliwość od początku stawiała sprawę jasno: koniec gimbazy, a dzieciaki rok dłużej posiedzą w przedszkolu, wśród kolorowych zabawek i z dodatkową porcją kompotu. Bez obawy, że zdegenerowane dzieci z wyższych klas przyprawią je o stany lękowe. Jak się okazuje, sztab zwycięskiej partii doskonale wyczuł nastroje społeczne. Według sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS przeprowadzonego przed wyborami, a opublikowanego po przejęciu Polski przez katotalibów, aż 67.9% Polaków chce likwidacji gimnazjów i przywrócenia 8 – letniej podstawówki. Jeśli chodzi o nieszczęsnych sześciolatków, to 58.9% ankietowanych opowiada się za pomysłem, by dzieci rozpoczynały swoją ścieżkę edukacyjną w wieku 7 lat. Jak widać, wola narodu została wyrażona jasno. Chęć zmiany również. Ale po co to wszystko?

Zacznijmy od początku, czyli od… najmłodszych. O wejściu w życie obowiązku szkolnego dla sześciolatków stało się głośno za sprawą Tomasza i Karoliny Elbanowskich i ich akcji „Ratuj maluchy”. Niepokorne małżeństwo aktywizowało wiele środowisk w całym kraju. Polacy chwycili za długopisy i swoimi podpisami pod prośbą o ogólnopolskie referendum, wyrazili chęć narodowej dyskusji nad problemem sześciolatków. Nic to. Ówczesna ekipa rządząca, czyli Platforma do spółki z PSLem, odrzuciła projekt referendum, kasując w Senacie 6 mln (sic!) podpisów Polaków. Tym mało szlachetnym gestem udowodnili, że opinie i pragnienia rodaków mają hen daleko i głęboko.

Na jednej ze stron Ministerstwa Edukacji Narodowej możemy zaznajomić się z 11 powodami, dla których sześciolatki powinny rozpocząć naukę w szkole. Nie ma sensu przytaczać tutaj wszystkich owoców gorączkowych rozmyślań platformerskich speców od propagandy i urabiania społeczeństwa. Wniosek przebija się jeden: wysyłajmy swoje dzieci jak najszybciej do szkoły, bo to takie… europejskie! Skoro inne państwa, potężniejsze od zakompleksionej Polski, wysyłają już kilkuletnie dzieci do szkół, to my też musimy. To nic, że na Zachodzie system oświaty jest zgoła inny niż u nas, uczniowie nie otrzymują prac domowych i nie muszą dźwigać tony zeszytów. Kto nie chce posyłać dzieci w wieku 6 lat do podstawówki ten zacofany, rodem z Ciemnogrodu tanim winem i cebulą płynącego. My, rządzący (na szczęście tylko do czasu) wiemy, jak uszczęśliwić siebie i innych. Przede wszystkim siebie. Bo gdzie mamy wolę narodu już dawno i dosadnie pokazaliśmy.

Sprawa gimnazjów to z kolei zupełnie inna para kaloszy. Beata Szydło zapowiada, że już wkrótce gimnazja staną się melodią przeszłości, a zmiany dotkną uczniów, którzy w 2017 roku rozpoczną naukę w podstawówce. I tak oto ma zakończyć się era najciemniejszego i najbardziej wyboistego odcinka ścieżki edukacyjnej każdego Polaka i każdej Polki. Na gimnazja narzekają bowiem wszyscy. Nauczyciele skarżą się, że młodzież funkcjonująca w zawieszeniu między dziecięctwem podstawówki a dojrzałością szkoły średniej po prostu głupieje. Uczniowie wyrwani z różnych środowisk, przeżywający trudny okres dojrzewania, są w większości po prostu nieznośni. Narzeka również społeczeństwo widząc, że z gimnazjów wychodzi wszystko, co w polskiej szkole złe. Przemoc, narkotyki, libacje alkoholowe, kradzieże, pierwsze poważne przestępstwa. Co ciekawe, również wśród świeżo upieczonych absolwentów gimnazjum można usłyszeć opinię, iż gimbaza to szambo i to w dodatku bez dna.

Wobec tylu oskarżeń kierowanych w stronę szkoły gimnazjalnej pozostaje tylko czekać, aż niczym biblijna Wieża Babel upadnie z hukiem, pozostawiając po sobie tylko wspomnienia. W większości mało przyjemne. Przyszłość pokaże, czy była to trafna decyzja. Czy gimnazjum, jako wycięty już wrzód na edukacji w Polsce, przyczyni się do uzdrowienia całego systemu, czy może to, co obserwujemy wśród nastolatków, jest już stałą oznaką zgłupienia narodu. Chyba nie trzeba mówić, która opcja jest dla nas wszystkich bardziej optymistyczna.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)