#FELIETON: Jakie to polskie, nieprawdaż?

Nie od dziś wiadomo, że polska mentalność jest dość… specyficzna.

Ktoś bardzo mądry powiedział kiedyś, że na nic się zda łapanie wiatru. Obserwując sytuację, jaka zapanowała wśród kibiców piłki nożnej w naszym kraju, można odnieść wrażenie, że do perfekcji opanowali oni sztukę posługiwania się hejtem. Konstruktywna krytyka tym różni się od zwykłego wbijania szpilek, że jest po prostu konstruktywna. Eksperci od tej przodującej w Polsce dyscypliny sportu – choć umówmy się, że bezpodstawnie – ochoczo wyrażają własne zdanie, poprzedzone najpopularniejszym przecinkiem, jaki wykrzykiwany był co chwilę podczas meczów naszej reprezentacji. Dwoją się i troją, zwalniając selekcjonera, wysyłając piłkarzy na pustynię i tworząc analogię oraz strategie, które niebawem trafią na biurko Zbigniewa Bońka. Jakie to polskie, nieprawdaż?

Polacy zagrali słabo. Nie ma wątpliwości, że brakowało im kondycji, zaangażowania i przygotowania psychicznego. Mundial skończył się dla nas szybciej, niż niemiecka autostrada zdążyła zacząć. Zapominamy jednak o jednej, bardzo ważnej rzeczy – jakie to polskie, nieprawdaż?

11 października, rok 2015. Adam Nawałka i jego podopieczni dokonali rzeczy, która na nowo zasiała nadzieje w sercach Polaków – Irlandia uległa naszym reprezentantom 1:2, co zmieniło oblicze polskiej piłki nożnej. Awans do turnieju finałowego Euro 2016 stał się jedynie początkiem sukcesów, jakie zaczęły osiągać nasze Orły. Nawałka był jedynym trenerem, który dał Polakom wyczekiwane i upragnione zwycięstwo nad Niemcami (2:0, Warszawa). Ćwierćfinał Euro, awans na mundial, przegrany jedynie mecz na rok – to wszystko po to, by statystyczny kibic przed telewizorem opluł go zaraz po straconych nadziejach (które sam sobie wykreował, ślepo wpatrzony w media, dodajmy) na mundialu. Jakie to polskie, nieprawdaż?

Adam Nawałka jest selekcjonerem jedynym w swoim rodzaju, który zasługuje na szacunek, a którego nie otrzymuje tylko dlatego, że mentalność Polaków jest taka, a nie inna. Media, które pokazują jedynie swoją hipokryzję i drwinę, nie widząc siebie sprzed kilku miesięcy; nie widzą nagłówków, skandowania nazwisk i wielkich nadziei, które w drodze ewolucji przestały być jedynie marzeniami, a stały się presją i naciskiem. Nie widzą pracy selekcjonera, jego zaangażowania. Przestały widzieć w Nawałce osobę, którą widziały jeszcze rok temu (przecież w ciągu roku wiele się zmieniło i trener z całą pewnością zapomniał jak to jest być trenerem). Te same media, które powinny być przykładem, są dziś ekspertami od ludzkiej psychiki, wzorem do naśladowania, błyszczą etyką i starannością. Nakładają białe rękawiczki i prowokują, bo wiedzą, z kim mają do czynienia. Jakie to polskie, nieprawdaż? Poddawać się manipulacji, którą widać na pierwszy rzut oka.

Nie będę skupiała się tu na kibicach czy piłkarzach, bo to oni ponieśli klęskę. Przegrali. Każdy z nich takiej samej rangi, więc ocenianie jednych przez drugich to nieporozumienie. Winienie trenera za to, że jego podopieczni to dorośli ludzie, którzy wolą spędzać popołudnie w basenie zamiast gryźć trawę na treningu, podważanie jego kompetencji i szydzenie – proponuję wziąć do ręki dyktafon, nagrać siebie i swoje komentarze, wylewane masowo na popularnych komunikatorach. Odsłuchać. Odłożyć internet. Powtórzyć w przypadku nawrotów. 

Nie uznajemy kompromisów.

Albo nosimy kogoś na rękach, albo nie.

Albo komuś kibicujemy, albo nie.

Jakie to polskie, nieprawdaż?

 

The following two tabs change content below.
Oliwia Flis

Oliwia Flis

Studentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej. Przyszła dziennikarka sportowa, miłośniczka dobrej książki, podróży i fotografii, uwielbiająca wszystkie zwierzęta świata. Uczestniczka IV Polskiego Kongresu Przedsiębiorczości (Lublin) w roli fotoreportera, III Konferencji Mediów Studenckich w Warszawie, sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego w Strasburgu czy Gali Grand Video Awards w Warszawie.