Enimus, vidimus, et Deus vicit czyli odsiecz wiedeńska

Odsiecz WiedeńskaW styczniu 1683 roku armia turecka, dowodzona przez wielkiego wezyra Kara Mustafę, posiłkowana wojskami mołdawskimi i tatarskimi, razem blisko 100 tysięcy osób, wyruszyła w kierunku Węgier. Było to największe wojsko jakie udało się zmobilizować Turkom w XVII wieku. W Székesfehérvárze na wielkiej radzie wojennej wyznaczono cel najbliższej ekspansji, którym była siedziba cesarza zachodu – Wiedeń.

W Lipcu 1683 roku, wojska tureckie podeszły pod stolicę Austrii. Rozpoczęło się oblężenie.

Dramatyczna sytuacja pod Wiedniem spowodowała szybką reakcję Jana III Sobieskiego. Król Polski, podpisując kwietniowy sojusz z cesarzem Leopoldem I, zobowiązał się do pomocy militarnej, w razie gdyby wojska tureckie podeszły pod Wiedeń (Cesarz zobowiązał się do tego samego gdyby nieprzyjaciel zaatakował Kraków). Podpisanie umowy zaczepno – odpornej między Rzeczpospolitą, a Cesarstwem motywowane było wspólnym zagrożeniem ekspansji otomańskiej. Powstanie węgierskich protestantów, na terenach należących do Habsburgów i oddanie tych ziem pod zwierzchnictwo Imperium, realnie zagroziło bytom Austrii i Polski, która od lat prowadziła wojny z Turkami. Wielki wezyr był nieprzewidywalny. Nikt nie spodziewał się, w którym kierunku nieprzyjaciele chcą realizować swoją politykę podboju nowych ziem. Padło na Wiedeń. Porażka Austriaków mogła się okazać katastrofalna w skutkach dla całego kontynentu europejskiego.

W szturmie na mury miejskie brało udział około 15 tysięcy janczarów stanowiących, jako piechota, trzon armii tureckiej. Kilkunastotygodniowa obrona miasta stała się trudnym przedsięwzięciem. Napór Turków rósł z każdym dniem. Obrońcy Wiednia powoli tracili nadzieję na pozytywne dla nich zakończenie oblężenia.

Raca wystrzelona ze wzgórza Kahlenberg, 11 września 1683 roku oznaczała, że nadciągają posiłki. Nadzieja na odparcie wroga ponownie zakwitła w sercach Wiedeńczyków.

Korona Królestwa Polskiego wystawiła prawie 21 tysięczną armię, nie licząc dodatkowego korpusu Hieronima Lubomirskiego w sile 2 tysięcy osób, który został wysłany wcześniej na pomoc cesarzowi. W skład sił polskich wchodziło 10 tysięcy jazdy (105 chorągwi), 2,8 tysiąca dragonii, 7 tysięcy piechoty, oraz 2,5 tysiąca husarzy, którzy byli główną siłą uderzeniową polskiej kawalerii. Niestety opieszała mobilizacja na Litwie spowodowała, że tamtejsza 10 tysięczna armia wyruszyła pod Wiedeń dopiero we wrześniu, nie mogąc wspomóc głównej odsieczy. Cesarz Leopold I powierzył zadanie dowodzenia swoją armią księciu Karolowi Lotaryńskiemu, w skład której wchodziły kontyngenty z Saksonii, Bawarii, Frankonii oraz Austrii. Łącznie pod Wiedniem armia koalicyjna wystawiła około 68 tysięcy żołnierzy. Polskie oddziały, po trzech tygodniach od wyruszenia z Krakowa, dotarły nad Dunaj, gdzie 3 września w miejscowości Stetteldorf odbyła się narada wojenna sprzymierzonych państw. Obradom przewodniczył Jan III Sobieski, który podczas tego wydarzenia otrzymał buławę marszałkowską z rąk margrabiego Hermana Badeńskiego, co oznaczało przekazanie naczelnego dowództwa polskiemu królowi. Podczas obrad rady starły się dwie koncepcje ataku. Książę Lotaryński chciał jak najszybciej zdobyć Wiedeń i zmusić Turków do odwrotu. Polski władca miał nieco inne zdanie. Chciał wydać nieprzyjacielowi wielką batalię i zniszczyć większość ich sił, co ułatwiłoby dalsze działania zbrojne chociażby na terenie Węgier. Ostatecznie postanowiono, że wojska podejdą pod stolicę przez tzw. Las Wiedeński i zaatakują według planów polskiego króla.

Sprzymierzone armie uformowały trzy kolumny zmierzające pod stolicę Austrii. Lewe skrzydło, dowodzone przez księcia Lotaryńskiego, skupiło 14 tysięcy piechoty i ponad 8 tysięcy jazdy. Centrum dowodzone było przez niemieckiego księcia Waldeck’a i posiadało 12 tysięcy piechoty oraz 9 tysięcy jazdy. Na prawym skrzydle, dowodzonym przez Jana III Sobieskiego, liczba piechoty wyniosła 9 tysięcy, natomiast liczba kawalerii wynosiła od ponad 13 nawet do 20 tysięcy. Tak duże skupienie jazdy, w porównaniu do innych kolumn, wiązało się z głównym planem ataku polskiego monarchy na pozycje tureckie. Sytuacja wojsk osmańskich pod Wiedniem, wobec zbliżającej się odsieczy, nie zmieniła się znacząco. Informacje o planowanym ataku przeszły dość lekceważąco przez obóz turecki. Mimo to, wezyr Kara Mustafa musiał rozpocząć jakieś działania, aby nie zostać zaskoczonym niespodziewaną ofensywą. Zostawił piechotę pod Wiedniem, a przeciwko wojskom sprzymierzonym wystawił całą kawalerię – łącznie 65 tysięcy żołnierzy. W nocy, z 10 na 11 września siły cesarskie zdobyły wzgórza nieopodal Wiednia, w tym Kahlenberg, poruszając się wzdłuż rzeki Dunaj. Siły króla Sobieskiego poruszały się nadal Lasem Wiedeńskim, gdzie musiały pokonać wyżyny i wąwozy prowadzące do równiny wiedeńskiej. Wkrótce, rankiem 12 września, wszystkie oddziały wojsk sprzymierzonych znalazły się w podobnym położeniu. Widmo rozpoczęcia bitwy wisiało w powietrzu.

Wczesną porą, 12 września, wojska Karola Lotaryńskiego przygotowywały się do pierwszego szturmu. Książę udał się na Kahlenberg, gdzie znajdował się cały sztab wojenny wojsk cesarsko – polskich, aby wysłuchać ostatnich instrukcji Jana III Sobieskiego. Po naradzie odprawiono mszę świętą i zarządzono rozpoczęcie ataku.

Lewe skrzydło księcia Lotaryńskiego zainicjowało ciężkie walki z prawą kolumną wojsk tureckich, gdzie wezyr ustawił swoje najlepsze oddziały. Napór przyniósł efekt. Zdobyto Nussdorf, czyli przedmieścia dzisiejszego Wiednia. Po sukcesach Lotaryńczyka zaprzestał on dalszych działań w celu wyrównania frontu. W tym czasie, Polacy w powolnym marszu zajmowali kolejne tereny na przedpolach Wiednia, nie spotykając znacznego oporu. Główne siły tureckie przesuwały się na ich prawą stronę, w obawie przed atakiem Karola Lotaryńskiego. Dzięki temu Polacy mogli zająć dogodne pozycje, w celu przeprowadzenia głównej szarży.

Jan III Sobieski nie chciał od razu rzucać w bój wszystkich swoich jednostek. Zarządził rozpoznanie terenu. Dwie chorągwie husarskie po rozbiciu pierwszej linii umocnień tureckich niestety utknęły na następnych, co spowodowało ich odwrót. Owy zwiad dał pewność polskiemu władcy, że siły nieprzyjaciela są za słabe na powstrzymanie wszystkich oddziałów kawalerii będących pod jego dowództwem. Karol Lotaryński rozpoczynał kolejne natarcie z lewej strony, co było impulsem do ataku husarii. Dwudziestotysięczna armia, dowodzona przez hetmanów Stanisława Jabłonowskiego oraz Mikołaja Sieniawskiego zalała oddziały tureckie. Szarża nie mogła zostać w żaden sposób zatrzymana. Atak spowodował ogromne zamieszanie w sztabie wojskowym wielkiego wezyra. Sobieski skutecznym atakiem rozbił wszystkie oddziały tureckie, otwierając sobie drogę do obozu otomańskiego. Kara Mustafa, widząc szarżę polskich husarzy, spanikował. Elitarne oddziały gwardii sułtańskiej, będące prywatną ochroną wezyra, nie poradziły sobie z tym rażącym atakiem. Wezyr opuścił swój namiot i uciekł w głąb pozycji tureckich. Ta dezorganizacja skutkowała szybkim zakończeniem bitwy. Wojska tureckie ze swojej lewej strony zostały rozbite przez atak Sobieskiego, prawa strona ich armii była na wykończeniu po walkach z księciem Lotaryńskim. Walki rozpoczęły się o godzinie 5. nad ranem, natomiast o godzinie 22. było już po bitwie. Sojusznicy zdobyli obóz osmański. Jan III Sobieski mógł napawać się triumfem w namiocie samego wielkiego wezyra. W liście do papieża napisał on, trawestując sławne powiedzenie Juliusze Cezara: Przybyliśmy, zobaczyliśmy i Bóg zwyciężył.

Pod Wiedniem ponownie okazało się jaką siłą bojową jest husaria. Sprawnie przeprowadzony atak polskiego króla zadał dotkliwą klęskę pewnym siebie Turkom. Ich porażka była kolejnym sygnałem (po druzgocącej klęsce pod Lepanto, prawie sto lat wcześniej w 1571 roku) do zaprzestania działań ekspansyjnych. Kronikarze tureccy dopatrywali się przyczyn porażki w rozprężeniu armii i konfliktach pomiędzy dowódcami. Ich straty szacuje się na około 10 tysięcy osób. Wielu żołnierzy dostało się również do niewoli (około 5 tysięcy). Wojska cesarsko – polskie straciły łącznie 1,5 tysiąca osób.

Jan III Sobieski w nocy z 12 na 13 września pisał w liście do swojej żony tymi słowami: „Bóg i Pan nasz na wieki błogosławiony, dał zwycięstwo i sławę narodowi naszemu o jakiej wieki przeszłe nigdy nie słyszały…”. Ogromny sukces polskiej kawalerii nie został jednak w należyty sposób wykorzystany. Laury po wiktorii wiedeńskiej zebrał cesarz Leopold I. Mimo licznych zapewnień, Jan III Sobieski, nie uzyskał w przyszłości pomocy od cesarza podczas wypraw mołdawskich, gdzie liczył na jego poparcie w celu osadzenia na tronie swojego syna Jakuba. Jak pisał Władysław Konopczyński „cały urok oręża polskiego zdobyty pod Wiedniem ginął w puszczach bukowińskich i stepach mołdawskich…”.

Starania polskiego króla, ażeby związać więzy rodzinne z Habsburgami małżeństwem swojego syna Jakuba z córką cesarza, również nie doczekały się pozytywnego skutku. Na wykorzystanie kryzysu militarnego Turków liczyły narody naddunajskie, niestety również i one musiały ostudzić rozbudzone nadzieje. Załamanie potęgi Imperium Osmańskiego spowodowało przede wszystkim wzrost znaczenia Habsburgów. Polacy, poprzez swoje działania na przedpolach Wiednia, pomogli Austrii osiągnąć status europejskiego mocarstwa. Niestety, Austriacy sto lat później, zapominając o wydarzeniach z 1683 roku, doprowadzili do upadku I Rzeczypospolitej.

The following two tabs change content below.