„Elliminati dałbym jako swoją wizytówkę”- Sir Michu

mich12-300x172Człowiek orkiestra. Rocznik 1982. Urodził się w Iławie. Współpracował z Mariką, Numerem Raz i Warszafskim Deszczem. Całkiem niedawno wytwórnia Wielkie Joł, zaprezentowała najnowszy podwójny album warszawskiego rapera Tede zatytułowany Elliminti.
Za kompozycję odpowiadał nikt inny jak mój dzisiejszy gość. Zapraszam- Sir Michu!

Mateusz Grzeszczuk: Witaj Michu! Jesteś absolwentem szkoły muzycznej-klasa fortepianu i trąbki. Nauki z młodości przydały się w przyszłej pracy producenta?

Sir Michu: Cześć! Tak jestem. Jestem zwolennikiem teorii, że zawsze warto dużo wiedzieć, w każdej dziedzinie to się przydaje. Nie inaczej jest w tym przypadku. Wiedza na temat teorii muzyki, harmonii, interwałów i techniki grania na instrumentach, dała mi przewagę nad tymi którzy to olewają i o ile w prostym bicie hip- hopowym nie ma to może większego znaczenia, to przy bardziej skomplikowanych historiach nie ma możliwości  żeby jej nie posiadać. Można żałować tylko ze w polskich szkołach nie ma jako takiej możliwości kształcenia się jako producent, czyli osoba która kuma wszystkie procesy od kompozycji przez aranżacje po miksy i master. Tego wszystkiego niestety musiałem się uczyć sam. Na szczęście na zachodzie funkcjonuje dużo szkól i literatury na ten temat, co znacznie ułatwiło mi wnikniecie w temat. Poza tym wymaga to naprawdę milionów godzin spędzonych w studiu, praktyka jest najważniejsza.

DJ Tuniziano & Tede – Mamy Się Dobrze (prod. Sir Michu)

M.G.: Jak wyglądały Twoje początki z muzyką? Zespoły, ludzie?

mich2-300x296Sir Michu: Jako 13-14 latek grałem w młodzieżowej orkiestrze dętej, oczywiście na trąbie i bardzo fajnie wspominam tamten okres. Ogólnie granie w zespole to świetna sprawa, kształci na wielu poziomach. Potem na studiach chciałem mięć cały czas kontakt z instrumentami wiec łapałem się różnych chałtur na terenie Trójmiasta. Miedzy innymi grałem w zespole rock’n rollowym. Do tego robiłem sporo produkcji, lokalnie, np. z rymoplastykonem, skrzypem, mona. Wszystko powstawało na kompie w akademiku i nagrywane było w warunkach typowo amatorskich. Dużo mnie to nauczyło, wtedy juzżwiedziałem, że chce być Najlepszym Producentem. W 2004-2005 roku miałem okazje popracować w prawdziwym studiu Piotra Pronki w Gdyni, który miał np. wielkoformatowego analogowego SSL’a i miliard tych sprzętów, które na co dzień oglądasz na zdjęciach w zachodnich czasopismach. Potem, mieszkając już w Wawie grałem przez chyba 2 lata na największych scenach w kraju z Mariką.

M.G.: Jak wspominasz współpracę z Te-Trisem przy jego solówce?

Sir Michu: Te-Trisa poznałem zaraz po tym jak przeprowadziłem się do Wawy, czyli gdzieś na przełomie 2007/2008.  Nagrywał w LWW, w którym tez często bywałem i jakoś tak naturalnie wyszło, że zaprosił mnie do współpracy przy niej. Koncept był świetny, bo opierał się na sporej ilości żywych instrumentów, czyli coś, co ja zawsze staram się przemycać w swoich produkcjach. Nagrywaliśmy sporo klawiszy, deciaki, wokalistów; cala płyta była realizowana w naprawdę zawodowych warunkach i była to chyba pierwsza albo jedna z pierwszych produkcji LWW realizowana juz na ich nowym Neve. Podsumowując – bardzo udana współpraca, w bardzo zacnym gronie.

M.G.: Jak długo trwały prace nad ”Elliminati”? Zgadzaliście się z Jackiem w 100%, co do każdego tracku, czy produkcji towarzyszyła burzliwa dyskusja?

Sir Michu: Prace na Elli zaczęliśmy właściwie od razu po Mefisto. Mamy taki tryb, że obaj nie umiemy usiedzieć w jednym miejscu i musimy cały czas nagrywać. Pomijając przerwę na wyjazd Jacka do USA to prace trwały okrągły rok. Koncept zakładał zrobienie płyty świeżej, inspirowanej obecnymi trendami na zachodzie, ale zawierającej przede wszystkim nasz lokalny polski pierwiastek. Nazwaliśmy to Acid Trap, czyli nasza wizje polskiej muzyki nowoczesnej. Oczywiście jest tez ukłon w stronę trueschoolowych słuchaczy i stad np. kawałek „Nie Banglasz”. Dużo uwagi poświęciłem miksom, tak aby ustawić zupełnie nową jakość w naszym kraju, co zabrało mi łącznie z 6 miesięcy pracy prowadzonej równolegle z nagraniami. Master ostatniej płyty skończyłem gdzieś 10-12 marca. Co do dyskusji – zawsze dużo rozmawiamy na tym polega ta praca. Mamy na tyle zbieżną estetykę, że podobają nam się podobne rzeczy, co z zasady nie powoduje drastycznych różnic. Przez to, że pracowaliśmy cały rok, powstało ponad 50 kawałków i jak wynika z czystej statystki nie codziennie masz pomysł na świetny tekst czy bit, stad selekcja i na Elli mamy finalnie trzydzieści parę kawałków, które obaj uznaliśmy ze są świeże i po prostu świetne. Poza tym sugerowaliśmy się tez opinią zaprzyjaźnionych osób, niekoniecznie związanych z muzyka, które na bieżąco poznawały, materiał, co bardzo pomaga, bo przy takim tempie pracy i ilości można zatracić obiektywizm. Dlatego też uważam, że Elli to najlepsza płyta jaka do tej pory zrobiliśmy.

TEDE – NIE BANGLASZ feat. DJ TUNIZIANO (prod. Sir Mich)

M.G.: To teraz pytanie z innej beczki- Jama Zła. Wasz wspólny projekt ‚dla beki’. Myślicie o kontynuacji? Co wami kierowało, żeby wyprodukować coś takiego?

Sir Michu: Doświadczenia życiowe nami kierowały. Nie wiem, może jeszcze kiedyś nagramy utwory o zabarwieniu erotycznym i głębokim przekazie. Jama Zła przeszła nasze najśmielsze oczekiwania, bo np. kawałek „Pralka”, nie mając kompletnie żadnej promocji, w tej chwili na kilku kontach ma pewnie ponad bańkę wyświetleń, ludzie znają ten materiał, kumają bekę i to jest świetne. Przypomnę, że cały materiał to zbiór freestyli, taki był koncept, zero pisania tekstów. Jednak od 2009 dużo się w naszym życiu pozmieniało, mamy mniej inspiracji tego typu ale na pewno kontynuacja ciągle jest możliwa.

M. G.: Nie myślisz, że ostatnio coraz bardziej w Polsce zwraca się nie tylko na raperów, ale i na producentów? Totalna odmiana. Ludzie lukają kto robi mixy, masteringi, produkcja, instrumenty…

sirmichu3-300x180Sir Michu: Widzisz, jak obejrzysz sobie np. takie opole 77 to zobaczysz, że w zapowiedzi piosenki wymienia się nie tylko panią, która śpiewa, ale też człowieka od tekstu, aranżacji, kompozytora. Potem stopniowo gdzieś to zaczęło zanikać, a moim zdaniem to było świetne, bo Ci ludzie tez są ważni.

Obecnie na taki fakt składa się na pewno klika czynników. Po pierwsze, codziennie zalewa Cię masa informacji, klipów, kawałków i jest tego od mnóstwo. Nikt nie studiuje jednej kastety przez miesiąc, tylko słucha po minucie na YouTube i klika next. Ludzie kojarzą kawałek z twarzą. Generalnie musisz ich skupić na konkretnej twarzy, czyli przykładowo masz kawałek jakiegoś tam rapera i nikogo nie interere kto go produkował, ew. fajny/nie fajny bit, gruba nuta itd. Ale jak masz tego samego rapera w klipie np. z Donatanem i cały PR kładzie nacisk na to ze to płyta Donatana i on gra tam pierwsze skrzypce to ludzie nagle nie zwracają uwagi na rapera, tak samo było z Robertem M. Kto się zastanawiał co za kobita śpiewa w refrenie ? Nikt, wszyscy kojarzyli projekt z nim. Kwestia PR i ustawienia ludzi na kim skupić uwagę.

Przez takie akcje może część ludzi zaczyna sprawdzać coś więcej niż  ksywę wykonawcy w tytule. Nie wiem, nie monitoruje tego, generalnie myślę, że większość ma to gdzieś, a winni temu są też sami producenci, którzy albo są autystyczni i nie chcą się pokazywać, albo nie mają nic do powiedzenia, albo z jakiegoś powodu nie chcą być medialni, albo w końcu maja tak mało wolnego czasu, że zamiast święcić twarzą i pisać co minuta na Facebooku – zapieprzają w studiu.  Ja osobiście uważam, że ludzie maja Cię znać, maja wiedzieć co robisz maja się tym jarać :)

TEDE – 300 SEKUND FEAT. DONGURALESKO (prod. Sir Mich)

M.G.: Gdybyś miał wybrać kawałek, który stałby się Twoją wizytówką, z którym przyszedłbyś na ważne spotkanie i miałbyś go zaprezentować. Coś z czego jesteś najbardziej zadowolony. Co wybierasz i dlaczego?

Sir Mich: To zależy gdzie bym szedł :)   Generalnie kawałki, które uważam, że są świetne totalnie nie maja hajpu, a te które robiłem dla beki nie są moim zdaniem wybitne, ale maja hajp największy. Temat obecnych trendów i tego jak mało czasami potrzeba żeby ludzie się zajarali, to gadka na osobna książkę :) Osobiście patrząc tylko na ostatnia płytę to np. kawałek „Wwa żegna” – bardzo duże instrumentarium, które musiałem napisać, zaaranżować, nagrać i zmiksować – takimi numerami się jaram, co nie znaczy że inne uważam za słabe, bo akurat na tej płycie takiego nie ma, wiec pewnie na tym hipotetycznym spotkaniu dałbym egzemplarz „Elliminati” jako swoja wizytówkę.

M.G: Dzięki wielkie za rozmowę!

Sir Michu: Pozdro.

The following two tabs change content below.
Mateusz Grzeszczuk

Mateusz Grzeszczuk

Dziennikarz telewizyjny i radiowy, poeta i instruktor harcerski. Członek Chełmskiej Grupy Literackiej ''Lubelska 36'' i Inicjatywy Dworzec Wschodni. Wydał dwie książki poetyckie ''Z brakiem czasu'' (Chełm 2011) i ''Anatomie'' (Lublin 2012). Publikował w ogólnopolskiej prasie i magazynach kulturalno-literackich. Wolontariusz Ośrodka ''Rozdroża'' i Międzynarodowego Festiwalu Awangardy Muzycznej ''Kody''. Współorganizator Międzynarodowego Konkursu Fotograficznego ''Teatr w obiektywie'' w ramach spotkań SANS, lubelskich spotkań poetyckich ''Peron Poezja'' oraz Ogólnopolskiego Festiwalu ''Przestrzeń Literacka'' Chełm 2013. Prowadzi bloga ''Podsłuchalnia'' na którym zamieszcza rozmowy ze znanymi i inspirującymi osobowościami.