Dziewczyna zza czerwonej kurtyny

1329498524097Zewsząd otacza nas blask czerwonego, mocnego światła. Schodek po schodku, w stronę rozbrzmiewającej w tle, zmysłowej muzyki, wchodzimy coraz wyżej. Szybka, niczym ceremonialna weryfikacja wieku i tożsamości, zajęcie miejsca w wyznaczonej przez „matkę wieczoru” loży. Baczne spojrzenia wszystkich „aktorek” przeszywają nas na wylot. Krótkie wytłumaczenie zasad, co możemy a czego nie, zamówione małe piwko i niechaj się rozpocznie – gra sztucznej subtelności i uczuciowości.

Roznegliżowane, prawdziwe „Theatrum mundi”. Bezkompromisowa rozgrywka kokieteryjnych dam i miastowych dżentelmenów.

Robert: Cześć, jestem Robert. Cieszę się, że w końcu do mnie podeszłaś. Twój taniec był absolutnie niesamowity.

Sabina: Hahaha, bardzo Ci dziękuję. Mam na imię Sabina. Czemu uważasz, że był niesamowity?

R: Twoje ruchy, zmysłowość, wyczucie muzyki – można to nazwać prawdziwym talentem. Nie uważasz?

S: Zależy. Klienci, z którymi się spotykam, uważają to za rodzaj artystycznego przedstawienia. Niektórzy są też w stanie określić moją pracę całkowicie inaczej. Taki zawód.

R: Jak?

S: Daj spokój, nie ma o czym gadać…

R: Dz*wka?

S: Dz*wka, ku*wa, szmata. Dużo tego słyszałam.

Podchodzi „matka wieczoru” (managerka) – osoba sprawująca kuratelę nad wszystkimi obecnymi dziewczynami.

M.W: Panowie, może zamówicie dziewczynom drinka? Na pewno są bardzo spragnione.

Otwieram leżącą przede mną kartę zamówień, nieustannie sprawiając wrażenie obojętnego. Standardowy drink dla tancerki – 70 PLN. Z każdą następną pozycją cena analogicznie wzrasta. Najdroższy  – szampan z prywatnym pokazem trzech tancerek – 15 tys. PLN. Stanowczo przekracza to studenckie zasoby mojego portfela. Twarz siedzącego obok przyjaciela zdaje się wyrażać podobne odczucia.

R: W trakcie rozmowy na pewno zamówię. Jeszcze się z Sabiną dobrze nie poznaliśmy. Proszę dać nam dłuższą chwilę.

Odeszła. Możemy wrócić do rozmowy.

R: A Ty, jak się czujesz?

S: Jak osoba, która robi to, co lubi. Kiedy byłam młodsza zawsze chciałam zostać tancerką.

R: Spełniłaś swoje marzenie?  Klub ze striptizem – to jest miejsce z wyobrażeń Twojego dzieciństwa?

S: Jestem tancerką – lubię to, co robię. Sprawia mi to przyjemność.

R: Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – tak sobie wyobrażałaś miejsce, w którym będziesz się oddawała swojej pasji?

S: Nie. W marzeniach wyglądało ono całkowicie inaczej.

R: To czemu tu jesteś? Jesteś studentką, brakuje Ci pieniędzy na życie?

S: Mieszkam z rodzicami, tutaj niedaleko. Uczę się.

R: Maturzystka?

S: Druga klasa liceum. Od razu uprzedzam Twoje pytanie – nie powiem Ci, które.

R: Odważnie. Rodzice wiedzą, że tutaj przychodzisz?

S: Hahaha, żartujesz? Nie mają pojęcia. Gorzej jest, kiedy praca ciągnie się do samego rana. Wytłumaczeń jest wiele – koleżanki, koledzy, nauka, noce naukowe… Nie jest ciężko.

R: A Twoi znajomi – wiedzą, że tutaj pracujesz?

S: Nieliczni. W końcu nie każdemu mogę powiedzieć, że tutaj pracuję.

R: Wstyd?

S: Tak. Nie każdy to zrozumie. Czemu Cię to wszystko tak interesuje?

R: Szczerze – lubię rozmawiać z ludźmi. Między innymi moje studia w sposób bezpośredni się z tym wiążą.

S: Czym się zajmujesz?

R: Dziennikarstwem. Dlatego zadaję tyle pytań.

S: Nie jesteś tutaj pierwszym dziennikarzem.

R: Nie jestem dziennikarzem. Raczej studentem i człowiekiem, który chce Cię poznać.

S: Dziennikarze, którzy tutaj przychodzili, przeważnie zadawali banalne pytania – ile zarabiam, czy mnie ktoś wykorzystuje i czy czuję się jak dz*wka.

R: A zdarzają się klienci, którzy w prywatnych pokojach (pomieszczenia do indywidualnych pokazów – red.) chcą czegoś więcej?

S: Pełno. Każdy ma inne upodobania i gusta.

R: A Wy, dziewczyny, jak na to reagujecie? Jak koleś – przykładowo – kupuje Wam szampana za 15 patyków i zaprasza Was do pokoju – jesteście gotowe na więcej?

S: Zależy od dziewczyny. Niektóre pozwolą sobie na więcej. W moim przypadku jest to wykluczone. Szanuję się.

R: Zauważyłem, że jako jedyna tutaj (łącznie było 5 tancerek) nie rozebrałaś się. Przypadek?

S: Nie sądzę. Muszę wyczuć chwilę, poczuć ten moment. Wtedy jestem gotowa się rozebrać.

R: Poczułaś kiedyś tę chwilę? Rozebrałaś się?

Odpowiedział mi uśmiech i czerwony (pomimo ciemności, dobrze widoczny) rumieniec.

R: Trafiłem w sedno. Chcesz mi powiedzieć, że może nigdy tego momentu nie było?

Dalej odpowiada mi uśmiech i milczenie. Czuję na sobie ciekawski wzrok „matki wieczoru” i wiem, że nasza rozmowa już długo nie potrwa.

 R: Ciekawa z Ciebie osoba. Długo tu pracujesz? Jak wyglądał Twój początek, gdzie znalazłaś ogłoszenie?

S: W gazecie. Zadzwoniłam i umówiłam się na spotkanie. Start był bardzo szybki, bez większych przygotowań. Wiadomo – był okres próbny, gdzie inne dziewczyny wprowadzały mnie w tajniki pracy.

R: A mylne mam wrażenie, że do swoich stanowisk podchodzicie od niechcenia, bo takie macie wymogi? Czemu siedzicie takie przygnębione?

S: Każda z nas ma swoje problemy – jak to w życiu. Jednak, czy przygnębione – chyba to za dużo powiedziane.

R: Może to wynika z tego, że musicie się uśmiechać i zachęcać klientów do działania?

S: W pewnym sensie tak. Ja czuję się za to jak artystka na scenie.

R: Mówiłaś wcześniej o wstydzie i innych marzeniach. Gubisz się w zeznaniach.

S: Ej, bo sam wiesz jak jest… (śmiech)

R: Powiedz mi –  tak szczerze, między nami – jak to jest z tymi klientami? Czy zdarzyły się sytuacje, że dosypywane im były do zamawianych trunków niewłaściwe substancje?

S: Absolutnie. Najśmieszniejsze jest to, że osoba, będąc tutaj, sama traci kontrolę nad swoim zachowaniem. Alkohol, tańce, znowu alkohol – jak w normalnym klubie. Efekty za to są potem takie, jakie są – klient zamawia drink za drinkiem, jednocześnie tracąc przy tym pieniądze. Mam rozumieć, że nie masz zamiaru mi nic zamówić?

R: Niestety, jak już odkryłaś – nie po to tu jestem. Poza tym budynkiem – z największą radością.

Chwila zawahania. Odejdzie, czy nie? Przecież odkryliśmy już wszystkie karty.

Siedzi… Dalej wpatrując się swoimi niebieskimi, dużymi oczami. Z oddali zbliża się „matka wieczoru”.

R: Chyba już długo nie pogadamy. Jakie plany, marzenia?

S: Zamierzam zdać maturę i iść na studia. Co będzie dalej – tego nie wiem. Jestem tancerką.

R: Dla mnie dzisiaj jesteś artystką. I taką pozostaniesz.

Podchodzi „matka wieczoru”. Dobrze wie, że dalsze zamówienia nie będą mieć miejsca.

M.W.: Czy Panowie mają zamiar coś zamówić naszym dziewczynkom?

R: Niestety nie dzisiaj. Ale chciałem pogratulować pracownic – świetne dziewczyny.

M.W.: W takim razie zabieram je ze sobą. Jak się namyślicie i coś dla nich zamówicie – wtedy wrócą.

R: Miło było Cię poznać Sabino…

Odpowiedziała szerokim uśmiechem.

Szczerze to nawet nie wiem, czy takie było jej prawdziwe imię. Nie wypadało się zapytać. Etyka tego zabraniała. Prawdziwa aktorka ma bowiem święte prawo do dobrowolnego przybrania „artystycznego pseudonimu”. Theatrum mundi – teatr życia. W małym, czerwonym lokalu, skrywającym tak dużo historii i niedopowiedzianych pytań.

The following two tabs change content below.

Robert Góźdź

Ostatnie wpisy Robert Góźdź (zobacz wszystkie)