Dojrzewanie w piłkarskim świecie

football_headKażdy z nas ma swoje wyobrażenie o futbolu, które wraz z wiekiem lub poziomem zainteresowania ulega zmianie. Ja futbolem interesuję się od dziecka. Pamiętam, że zaczęło się od mojego taty oglądającego mecze naszej kadry narodowej i cieszącego się po jej (nielicznych) sukcesach. Jak przez mgłę pamiętam te pierwsze oglądane mecze: gol Citki na Wembley, bezbramkowy remis z Anglikami na Łazienkowskiej i porażkę ze Szwedami przekreślającą kwalifikację do baraży o Euro 2000.
To właśnie w tym okresie zaczęła się sympatia do Manchesteru United i mojego pierwszego idola piłkarskiego – Davida Beckhama. Następnie przyszła fascynacja Realem Madryt i Zinedinem Zidanem. W tamtym okresie słabo znałem się na piłce i raczej nie byłbym w stanie dyskutować o tak zawiłych meandrach tej dyscypliny, jak np.: taktyka, wpływ własnego boiska, zdolności menadżera itd.. Nie pamiętam, czy potrafiłem wytłumaczyć, co to jest spalony, ale na pewno śmiałem się z dziewczyn, że nie mają o tym pojęcia. Futbol to była dziecięca fascynacja, pasja. Z tamtych czasów pozostała mi sympatia do reprezentacji Włoch (pamiętna pierwsza zarwana noc w finale Euro 2000), która trwa do dziś.

Na pierwszy sukces reprezentacji naszego kraju czekałem dosyć krótko – był nim awans kadry Jerzego Engela na Mistrzostwa Świata w Korei i Japonii w 2002 r.. Tak, jak szybko wraz z sukcesem przyszła euforia, tak po mundialu wielkie rozczarowanie występem naszych pupili. Doskonale pamiętam mecz Polaków z Koreańczykami: te ogromne oczekiwania, tragiczną Edytę Górniak zapowiadającą (marny) występ Polaków, prezydenta Kwaśniewskiego, który wyglądał na niezwykle zaprawionego w bojach (już wtedy widać było oznaki choroby filipińskiej) i (jeszcze) sympatyczną parę komentatorów w osobach Mateusza Borka i Romana Kołtonia. To był pierwszy słodko – gorzki kontakt z naszą kadrą, którego smak pamiętam do dziś.

Wiele wody upłynęło w rzece mojego miasta, dużo nowych bloków zbudowano, a i mi sporo siwych włosów wyrosło przez ten czas. Jednak wszystkie te fakty miały istotny wpływ na zmianę postrzegania tego bagienka, jakim jest polski futbol. Kiedy piszę ten tekst, kończy się dwudziesta pierwsza  kolejka T – Mobile ekstraklasy. W Lidze Europejskiej Legia zdobyła pierwsze punkty, a teraz drużyna Oresta Lenczyka przegrała kolejne spotkanie, tym razem z rewelacyjnym Ruchem Chorzów. Na pewno przed oczami części z Was jeszcze przeskakują obrazki z meczów kadry Adama Nawałki ze Słowacją i Irlandią. Wielu z Was zastanawia się pewnie, dlaczego zagrała taka jedenastka zawodników, dlaczego dali ciała w tak niezrozumiały sposób. Oglądając mecz Reprezentacji Polski ze Słowacją przypomniał mi się mecz Powiśla Warszawa z ”Gracza” Przemka Rudzkiego. W tamtej historii większość piłkarzy warszawskiego zespołu postawiła ogromne pieniądze na wynik, sytuację na boisku itp.. Wyszła z tego ogromna kompromitacja klubu, zawodników. Jednak oni swoją reputację mieli w nosie. Liczyła się zarobiona kasa, a nie dobro polskiego futbolu. Będąc na świeżo po tej lekturze samoistnie przyszło mi na myśl, że może i nasi chłopcy podkładają się nie bez powodu. Bo niby dlaczego nie? Zwyczajny kibic stwierdzi, że to szaleństwo. Jednak, czy przypadki opisane w „Graczu” nie mogą zdarzyć się w naszym świecie? Czy nasi piłkarze nie spotykają się po meczach na ”piwku”? Część kibiców na pewno pamięta o wyskoku zawodników Legii Warszawa w Enklawie po zdobyciu Pucharu Polski. Czy nasi piłkarze nie uczęszczają do tajemniczych przybytków rozkoszy? A pamiętacie, jak „Fakt” parę lat temu sfotografował piłkarzy Legii wychodzących z domu publicznego? Czy nasi piłkarze nie są uzależnieni od gier hazardowych? Niejednokrotnie dziennikarze portalu „weszlo.com” pisali, że 90% naszych kopaczy bawi się w ten sposób, a lista osób czystych jest bardzo krótka. Myślę że przypadki z powieści Przemka Rudzkiego mógłbym wymieniać dłużej w odniesieniu do rzeczywistości, gdybym wcielił się w dziennikarza śledczego, ale czy to mało? Pomimo tego, że historie opisane w ”Graczu” są fikcją literacką, to brutalnie przedstawiają środowisko naszej ligowej piłki.

Zemanta Related Posts ThumbnailW obliczu tych wszystkich przypadków doszedłem do wniosku, że nie warto ekscytować się tym marnym widowiskiem. Chłodne spojrzenie, zerowa ilość promili we krwi, zimna głowa i szczere pióro – w ten sposób należy patrzeć na nasz futbol. Każde, nawet najmniejsze emocjonowanie się, przyniesie bolesny upadek na nasze cztery litery. Tyłek będzie bolał, a główni aktorzy i tak będą robili swoje. Nie musimy od razu przyjmować postawy Janka Tkaczyka – definitywny rozbrat z futbolem. Ucieczka przed problemem niczego nie zmieni, lepiej postępować tak, aby go wyeliminować. A czy najlepszym wyjściem nie będzie zmiana myślenia, nas kibiców, rozpoczynając od siebie samego?

Ten tekst przedstawia, jak zmiana w nastawieniu do ukochanej dyscypliny sportowej zależna jest od naszego wieku i sposobu myślenia. Mały chłopiec, który nigdy nie słyszał o czymś takim, jak klub nocny, hazard, będzie postrzegał to, jako obiekt surrealistyczny. Dojrzały mężczyzna spojrzy na ten problem w inny sposób, chociaż dojrzałość to pojęcie nieosiągalne dla wszystkich. Pomimo tych wszystkich minusów i tak warto bawić się w fascynację piłką. Nawet, jeśli zaproszenie do uczestniczenia w niej ma taki charakter: „Witajcie w brudnym świecie futbolu i porzućcie wszelką nadzieję. Ostatni gwizdek może rozbrzmieć, ale gra toczy  się dalej. Bez żadnych zasad.”.

The following two tabs change content below.
Marcin Łopienski

Marcin Łopienski

Czym się interesuję? Jaki jestem? Do moich najważniejszych zainteresowań zaliczają się: sport, polityka, wydarzenia ze świata oraz ekonomia. W wolnych chwilach czytam, oglądam filmy i seriale oraz piszę teksty. Jestem wielkim fanem rocka, cytatów i książek- szczególnie kryminałów. Wesoły, otwarty na ludzi i świat. Szczery aż do bólu.
Marcin Łopienski

Ostatnie wpisy Marcin Łopienski (zobacz wszystkie)