Confiteor Melomana

NadelAufPlatteStefan Kisielewski na łamach „Tygodnika Powszechnego” publikował swoje artykuły mówiące o muzyce. Nazwał ją „wielką, wyrozumiałą i wierną przyjaciółką” człowieka. Chyba nikt poza samym Kisielem nie sformułował wybitniejszej definicji. Co prawda nieżyjący już przedstawiciel polskiego liberalizmu pisał o klasycznej odmianie muzyki, jednakże stworzone przezeń pojęcie ma pełne odniesienie we wszystkich gatunkach ów dziedziny kulturalnej.

 Największa życiowa miłość

W moim przypadku powiem otwarcie. Rzecz zwana muzyką to dla mnie nie tyle „przyjaciółka”, co życiowa miłość. Nie ma mowy o odtrąceniu, bardziej chodzi o wzajemną akceptację i szacunek. Muzyka ma dać słuchaczowi to, co oferuje, adekwatnie do jego wymagań. Słuchacz natomiast jest zobowiązany przyjąć formę oferowaną całym sercem.

Pod koniec tego roku skończę dwie dekady. Muzyką pasjonuję się od pięciu lat. To, co nowoczesne stopniowo odrzucałem przez pół roku, zaraz po tym, jak pewna czwórka znanych muzyków poczęła przekonywać moją osobę do swojej twórczości. Dwóch z nich już nas opuściło. Druga dwójka wciąż jest aktywna. W ich życiu i determinacji nie liczy się wiek. Obaj są po siedemdziesiątce, ale duszą to wciąż ci sami młodzi, rozhulani chłopcy, rządzący sceną.

Chodzi rzecz jasna o The Beatles. Magiczna dekada, czyli lata sześćdziesiąte, ma dwie zasadnicze części. Pierwsza – rock’n’rollowa (lata 1960-1965) i druga – rockowa (1965-1970). Utożsamiam się z tą drugą, zwłaszcza jeśli chodzi o niezwykłe dzieła zwane „Klubem Samotnych Serc Sierżanta Pieprza”, czy genialne „Abbey Road”, z zawartym akcentem pożegnania (ponieważ była to ostatnia wspólnie nagrana płyta). O pierwszym wymienionym dziele mówi się: „kamień milowy w historii rocka”. Polemika jest zbędna, bo to oczywiste. Irracjonalne teksty piosenek i zmyślna muzyka. Włączenie orkiestry, sięgnięcie po elementy orientalne. Oto Beatlesi w najlepszym wydaniu.

Nie można jednak całe życie słuchać jednej kapeli. Bliskie memu sercu są również Queen, The Doors, Pink Floyd, Roxy Music, Genesis, czy też Depeche Mode…

 Radio

Spytacie, czy słucham radia. Oczywiście. Jeśli miałbym typować ulubione rozgłośnie, to na pierwszą linię wyszłaby Trójka. Po wielu latach spędzonych przy muzyce pop uznałem, że przyda się zmiana kierunku upodobań muzycznych. Pójście za zachętą dobrego kumpla było strzałem w dziesiątkę. Piątek to dzień „Listy Przebojów” Marka Niedźwieckiego. Sobota – „Listy Osobistej” Piotra Metza. Pan Piotr do niedawna prowadził także „Studio Koncertowe”. Pamiętam ostatnie wydanie tej audycji w nocy z 28 na 29 sierpnia 2013. The Beatles grali ostatni koncert w karierze na Shea Stadium w San Francisco. Ostatni utwór – „Long Tall Sally” nie nagrał się w całości. Osoba odpowiedzialna za rejestrację występu nie wymieniła taśmy, która uległa przerwaniu pod sam koniec. Gdy zapadła cisza pomyślałem przez chwilę o symboliczności takiego nagłego końca.  Koncert Anno Domini 1966 przypominał bardziej widowisko cyrkowe, niż występ supergrupy wszechczasów. Fanki na widok swoich idoli dostawały apopleksji i wydawały małpie piski, skutecznie zagłuszając koncert. Po jego zakończeniu Wielka Czwórka orzekła – koniec z występami na żywo! Poza wyjątkiem w styczniu 1969 roku nie wystąpili już publicznie.

Muzyczna działalność

Z muzyką obcuję na co dzień, jednakże nie tylko w perspektywie umieszczania płyt w odtwarzaczu, noszenia słuchawek i kontemplowaniu twórczości moich ulubieńców.

W 2012 roku na potrzeby zespołu mojego przyjaciela zacząłem poznawać techniki gry na gitarze basowej. We własnym zakresie, bez pomocy nauczycieli ze szkoły muzycznej. Początek ma wizerunek przetartych niemalże do krwi opuszków palców lewej dłoni, naciskających dźwięki na gryfie.

Instrument zwany gitarą basową jest czymś niezwykłym. To, że wraz z perkusją dba o sekcję rytmiczną wie każdy. Dla przeciętnego laika gra na basie jest czymś mało atrakcyjnym. Gra się dźwięki niskotonowe, bez możliwości odegrania solówek a’la David Gilmour, co oferuje każdy elektryk. Racja, w pewnych warunkach staje po stronie osoby, która tak sądzi, lecz nie do końca. Solo na basie czasami może przerosnąć kunsztem wykonania nawet najlepszą solówkę gitarową. Sens użytkowania tego nieprzeciętnego instrumentu tkwi jednak w samych utworach. Po pierwsze – wspomniana sekcja rytmiczna. Po drugie – niskie tony bardzo często nadają utworom muzycznym pewnego rodzaju „głębię dźwiękową”. Takowy aspekt można napotkać w konkretnym przykładzie. Brytyjska formacja Camel jest autorem kompozycji „Lies” z 1981 roku. Nie ma tam szczególnie urozmaiconej linii basu, ale to właśnie ona jest fundamentem całości. Co innego patrząc na rock awangardowy. Legendarni przedstawiciele z King Crimson płytą „Red” przedstawiają sztandarową odmianę muzyki rockowej. Dwunastominutowa „Starless” to jednocześnie popis wszystkich słyszanych tam instrumentów, zwłaszcza pod koniec tego majestatycznego arcydzieła.

Nasz zespół, po wielu zmianach personalnych i naradach a propos gatunku przez nas granego postawił na solidny rock – ani mocny, ani też lekki jak piórko. Teksty pisane przez naszego lidera są pełnym odzwierciedleniem jego życiorysu, naznaczonego wieloma przypadłościami losu. Muzyka to chyba najlepszy sposób na wyrażenie wewnętrznych emocji. O tym, co jest tematem danej kompozycji, mogą wyjawić pierwsze nuty melodii. Tekst jest wypełnieniem. Jeśli miałbym wskazać najbardziej emocjonalny krążek, z jakim się zetknąłem, to w ciemno wybór mój padłby na „Disintegration” The Cure. Muzyka nie jest co prawda pierwszej młodości, ale wciąż brzmi świeżo i bez skazy.

The following two tabs change content below.
Michał Abramek

Michał Abramek

Pochodzący z prowincjonalnego miasta w województwie lubelskim student Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, założyciel Agencji Reporterskiej "PassionTV" oraz kanału "Bez Cenzury". Preferuje zamiłowanie do starej, dobrej muzyki, jaka bawiła starsze pokolenia, zapalony fan rocka progresywnego, hard rocka i muzyki awangardowej bez ustanku poszukujący nowych, ciekawych brzmień.