To był mój czwarty Marsz Niepodległości…

IMG_8947
fot. Mateusz Ostrowski

Za nami kolejny Marsz Niepodległości. Tym razem nie szedł on koło ambasad, pod Agrykolę. Organizatorzy wybrali trasę przez Most Poniatowskiego w kierunku miejsca, w którym wychował się wybitny przedstawiciel przedwojennej endecji – Roman Dmowski. Ponownie na to największe narodowe wydarzenie zjechało kilkadziesiąt tysięcy osób. Jeżeli chcesz coś dokładnie opisać, równocześnie robiąc to w zgodzie z prawdą, musisz tam po prostu być. Tak też zrobiłem i ja.

To był mój czwarty Marsz Niepodległości. Pamiętam, jak wraz z kolegą jechaliśmy pociągiem do Warszawy w 2011 roku, by już rok później pojechać w dwadzieścia kilka osób. Od 2013 roku chłopaki z mojego miasta organizują autokar. Ludzi wciąż przybywa. Dziwne… Tyle się mówi w mediach o zadymach na Marszu, a tu ludzi wcale nie ubywa, a wręcz przeciwnie…

Służby robiły wiele, by kilka tygodni przed wydarzeniem zastraszyć jego potencjalnych uczestników. Wpadali do domów, szkół itd. Często rekwirowali różnego rodzaju transparenty, flagi, czy odzież z symbolami narodowymi, tłumacząc, że istnieje podejrzenie, iż są to symbole faszystowskie. Naprawdę tak trudno przeszkolić organy ścigania w sprawach symboliki? Dość kuriozalnie to wygląda, jeżeli policjant jest niedouczony, niekompetentny i twierdzi, że falanga i szczerbiec są znakami faszystowskimi.

Wszyscy już pewnie słyszeliście o kontrolach na trasie do Warszawy 11 listopada.  Nie mam nic przeciwko takiej kontroli, jakiej doświadczyłem rok temu, gdzie świdnicka policja szybko i sprawnie wykonała swoje obowiązki. Jednak inaczej było w innych miastach. Ludzie byli specjalnie przetrzymywani, aby tylko nie dojechali na Marsz. Przecież przez takie działania zabrakło wielu osób ze Straży Marszu. (Film, pokazujący kontrole podczas Marszu)

fot. Mateusz Ostrowski
fot. Mateusz Ostrowski

W tym roku na Marsz przyjechałem metrem, ponieważ od niedawna mieszkam w stolicy. Po wyjściu ze stacji „Centrum” moim oczom ukazał się wspaniały widok. Biało-czerwone morze ludzi co roku robi na mnie duże wrażenie. Zaczęły się przemówienia organizatorów i zaproszonych gości. Po kilkunastu minutach pochód ruszył w kierunku Pragi. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi szło w spokoju. Wśród nich bardzo dużo młodzieży, jak i również osoby starsze oraz rodziny z dziećmi. Zauważyłem, że w porównaniu do lat ubiegłych, zmniejszyła się liczba zwartych grup kibicowskich. To według mnie przełożyło się na słabość wokalną Marszu. Jednak również w tym roku szły obok siebie zwaśnione na co dzień grupy. Znaczącym elementem oprawy Marszu zawsze jest pirotechnika. Tak, wiem, jest to w Polsce nielegalne, jednak moim zdaniem odpalane race dodawały kolorytu tej patriotycznej demonstracji, a nie robiły nikomu krzywdy. Cieszy mnie to, że do mediów, z wielkim oporem, zaczyna się przedzierać prawda. Oni też widzą, że te kilkadziesiąt tysięcy ludzi to wielka siła, której nie da się już zatrzymać.  Choć oczywiście pojawiają się jeszcze komentarze zwykłych Kowalskich, którzy wciąż szkalują oraz obrażają Marsz i jego uczestników. Martwi mnie szczególnie to, że wśród tych osób są ludzie wykształceni, a nawet nauczyciele. Ważną rzeczą, jakiej uczą (a przynajmniej powinni) w szkole jest samodzielne myślenie, wyciąganie wniosków, a nie ślepe ufanie temu, co ktoś powie. Są również osoby, które wyrażając swoją opinię o Marszu, schodzą do poziomu zadymiarzy, którzy go niszczą. Przykładem tego jest pewna dziennikarka, która na jednym z profili facebookowych napisała komentarz: „przed marszem wystrzelać kiboli”. Wydaje mi się, że z takimi ludźmi nie warto nawet zaczynać dyskusji. Szkoda tylko, że takie opinie głosi pracownik telewizji publicznej. Mamy XXI wiek, w Internecie jest ogrom zdjęć i filmów z właściwego pochodu Marszu Niepodległości. Naprawdę, nazywanie jego uczestników faszystami i chuliganami, nie ma już najmniejszego sensu. Ludzie mają swoje oczy i rozum. Widzą, jak jest naprawdę. Jak co roku stacje telewizyjne skupiły się na rozróbach. Pomimo podanych przez nie informacji, że chuligani nie byli połączeni z Marszem, nagrania pokazywały głównie starcia z policją. Skupili się na zadymach, nic nowego. Tutaj wielki ukłon w kierunku Telewizji Trwam, która jako jedyna pokazała prawdziwe oblicze MN 2014. Bardzo ważne słowa padły z ust jednego z organizatorów, pana Roberta Winnickiego. Powiedział on, że jedni mówią od lat o winie uczestników, jedni o policji, a to właśnie media, pokazując tylko zadymy, zachęcają potencjalnych bandytów do przyjeżdżania 11 listopada do Warszawy. Taki chłystek, ogląda sobie to w telewizji i myśli: „kurczę, tam można sobie trochę podymić”. Apel do mediów:  pokazujcie rzeczywisty Marsz, to jest wasz obowiązek! Nie manipulujcie odbiorcami!

Jako że obrazki w mediach (pięknie zmontowane) przedstawiają jedynie zadymy na rondzie Waszyngtona, warto wiedzieć, jak to się wszystko zaczęło. Otóż, zaraz po wejściu pochodu na Most Poniatowskiego, demonstracja została zatrzymana. Ludzie ze środka i końca pochodu nawet nie wiedzieli dlaczego. Widziałem już wiele w poprzednich latach: ludzi pełnych nienawiści, rzucających kamieniami, policjantów w kominiarkach, którzy prowokowali uczestników, palącą się w oddali tęczę, podpaloną budkę pod ambasadą rosyjską, ale to, co zobaczyłem teraz, zaskoczyło mnie niesamowicie… Grupa dobrze zbudowanych facetów w kominiarkach zaatakowała (nie, nie policję) kolumnę Marszu! Nikt mi nie wmówi, że to byli uczestnicy Marszu Niepodległości. Nie chcę się bawić w detektywa i osądzać, kim oni byli, bo po prostu nie mam na to żadnych dowodów.

fot. Mateusz Ostrowski
fot. Mateusz Ostrowski

Reakcja policji przez chwilę była prawidłowa. Zadymiarze zostali odseparowani od Marszu, dobrą robotę wykonała tutaj również straż. Zamiast jednak puścić normalnie, legalnie i zgodnie z prawem idących ludzi, woleli zamknąć ich na moście! Panów w kominiarkach też nie zepchnęli gdzieś dalej, tylko urządzili sobie z nimi regularną zadymę. Na początku wyglądało to groteskowo – tłum stoi, a obok policja bije się z jakimiś zamaskowanymi osobnikami. Mniej śmiesznie zrobiło się, gdy uczestnicy demonstracji poczuli gaz. Jeszcze gorzej było w momencie, w którym policja postanowiła użyć broni gładkolufowej. Taką kulkę zarobił jeden z organizatorów, były poseł Artur Zawisza. Co ciekawe, dostał on w okolice ramienia, a przepisy jasno mówią (już pomijam w ogóle słuszność jakichkolwiek strzałów w tłum), że policja ma prawo strzelać od pasa w dół. W wyniku tej jakże bohaterskiej akcji policji, ludzie zaczęli panicznie uciekać, a że nie było gdzie (Marsz utknął na moście) – o mało się nie stratowali. Bezmyślna akcja funkcjonariuszy mogła doprowadzić do tragedii.

W mediach pan Sokołowski chwali się, ilu to zatrzymali ludzi. Szkoda tylko, że większość z nich została złapana, aby polepszyć statystyki i zapewne po 48 godzinach zostaną wypuszczeni. Ciekawe, dlaczego nie udało się zatrzymać tych, którzy rzeczywiście robili zadymę…

Oczywiście do tych prowokatorów dołączyły również osoby, które wcześniej szły w Marszu (znikomy procent wszystkich uczestników, ale jednak), były to osoby, które są bardzo podatne na tego typu atrakcje. Stanowczo podpisuję się pod słowami szefa Straży Marszu, który ze sceny dał wyraz swojej dezaprobaty dla takich ludzi. My takich osób na Marszu nie chcemy i mówię to również (podobnie jak kolega z Łodzi) jako przedstawiciel ruchu kibicowskiego.

Zapraszamy do zapoznania się z całością Marszu: KLIK

Wypowiedź negocjatora policyjnego na temat incydentów podczas Marszu:

The following two tabs change content below.
Mateusz Ostrowski

Mateusz Ostrowski

Wychowany na trybunach pasjonat piłki kopanej, który wszystkie swoje oszczędności potrafi wydać na meczowe wojaże.
Mateusz Ostrowski

Ostatnie wpisy Mateusz Ostrowski (zobacz wszystkie)