„Być może mam coś do powiedzenia w świecie muzyki…” – Monika Kowalczyk

O świadomym wyborze drogi i rozeznawaniu życiowym.12833329_987205187994084_110325958_n O sokach odżywczych drzewa jej życia, o przestrzeniach wrażliwości. O końcach i początkach, nieplanowaniu planów. O dobrych i pięknych wspomnieniach, o codzienności. Rozmowa z Moniką Kowalczyk, 22-letnią artystką, która odważnie i dojrzale realizuje swoje największe pasje.

Jakie pytanie obstawiasz jako pierwsze? O co Cię najpierw pytają?

Od kiedy śpiewam, co dokładnie robię, jak się to wszystko zaczęło.

Czyli  na dobry początek o… początkach?

O to mnie pytasz?

Miałam raczej na myśli, czy o to właśnie pytają najpierw inni i czy takiego pytania i tym razem się spodziewałaś?

Chyba troszeczkę tak, będzie inne?

 A co powiesz na to, żebyśmy zaczęły od końca? Od 10 marca 2016r. Dziś kończysz 22 lata, można więc powiedzieć, że pewien etap muzycznie już za Tobą. W jaki sposób mogłabyś go podsumować?

Myślę, że zakończył się etap, w którym śpiewałam czyjeś piosenki, etap występów na szkolnych akademiach, śpiewania mniej poważnego. Teraz rozpoczął się czas, kiedy świadomie wybrałam drogę, indywidualną i chyba bardziej dojrzałą, kiedy tworzę i śpiewam swoje piosenki i poprzez to chcę kreować własny artystyczny wizerunek, pokazać w muzyce siebie. Staje się to możliwe dzięki wielu wspaniałym ludziom, którzy chcą pomagać i współpracować. Niczego nie byłoby także bez pomocy Pana Boga.

Z czego dotychczas jesteś najbardziej dumna? Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?

To był rok 2011, byłam wtedy w drugiej klasie liceum. Wystartowałam w Grechuta Festival, ogólnopolskim konkursie, który polegał na interpretacji jednej z piosenek Marka Grechuty. Nie dość, że dostałam się wtedy do finału, to w tym  finale zajęłam III miejsce. Ani przedtem, ani potem żaden konkurs, żadna wygrana nie były dla mnie aż tak znaczące i pamiętne, mimo że wszystkie one są dla mnie bardzo ważne. Muszę przyznać, że w moim sercu szczególnie zapisał się także 21 dzień lutego ubiegłego roku. Dodałam wtedy na własnym kanale na YouTube swoją pierwszą piosenkę. Byłam i jestem dumna, że w końcu się przełamałam, znalazłam w sobie odwagę, by ujawnić się ze swoją muzyką. Niedługo później miał  miejsce mój pierwszy poważniejszy koncert.

Grechuta Festival uskrzydlił Cię muzycznie? Pozwolił odważnie i dojrzale wyjść z tłumu? Dodał pewności siebie?

Tak. Ten festiwal udowodnił mi, że warto spróbować, bo być może mam coś do powiedzenia w świecie muzyki, skoro zostałam tam zauważona. Coś jest na rzeczy, pomyślałam.  Teraz albo nigdy. Ale później przyszła matura, dalej studia. Pierwszy rok był dla mnie szczególnie trudny, wtedy śpiewanie nieco zeszło na dalszy plan. Dopiero będąc na drugim roku powróciłam całą sobą do mojej miłości do śpiewania. Tak w ogóle, słyszałam, że jest taki sposób wybrania drogi życiowej, polegający na tym, by zostawić to, z czym wiążesz przyszłość. Jeżeli będzie wracało, to oznacza, że to właśnie jest Twoja droga. Ja, mimo że nieumyślnie, to chyba tym sposobem poszłam. Na pierwszym roku studiów poświęciłam się nauce, zostawiając teatr i muzykę. Było mi jednak bardzo ciężko, czegoś brakowało. Kiedy wróciłam do tego, co kocham najbardziej, wszystko znów rozkwita, a ja wiem, że to jest to.

12834937_987315374649732_532244520_n

A ja chciałam pytać Cię o to, jak udawało Ci się godzić pasje i obowiązki na studiach. Jednak mnie uprzedziłaś, mówiąc, że nie zawsze się udawało. Teraz jednak trzeba dobrze się organizować, bo do śpiewu i teatru wróciłaś, nie rezygnując przecież ze studiów.

Nie jestem osobą dobrze zorganizowaną, uwierz mi. W głowie, w pokoju, w życiu mam artystyczny nieład. Wychodzę jednak z założenia, że na coś, co się kocha czy lubi, co jest dla nas ważne, czas znajdzie się zawsze. Może nie jestem najbardziej przykładną studentką, zdarza mi się na zajęcia przychodzić nieprzygotowaną, ale moje studia – polonistykę – bardzo lubię: przedmioty, znajomych, prowadzących, którzy przychylnie patrzą na to, co robię poza uczelnią i wspierają mnie w tym. Coś wspaniałego. Poza tym swój pierwszy poważniejszy koncert miałam właśnie na KUL-u, z okazji święta filologii polskiej.

Twoje teksty są bardzo dojrzałe, piękne artystycznie, słychać i czuć w nich lekkość pióra. Zakładam więc, że nieprzypadkowo wybór padł na polonistykę?

Zgadza się, wybrałam studia filologiczne, bo bardzo tego chciałam. Od dziecka lubiłam język polski, wiele czytałam, pisanie sprawiało mi dużo radości. Studia są zgodne z moimi zainteresowaniami. Poza tym na pewno pomagają w pisaniu tekstów piosenek.

Tekstów, które poruszają i to głęboko. Co Cię inspiruje przy ich pisaniu?

Banalne, ale prawdziwe: życie. Bardzo lubię obserwować ludzi i te obserwacje wykorzystuję, ale oddaję też dużo siebie, swoich przeżyć, przemyśleń, które, jak się okazuje później, są wspólne dla większego grona odbiorców. Po premierze teledysku do Sepii, kilka osób napisało mi, że ta piosenka odzwierciedla dokładnie to, co teraz się z nimi dzieje, ich uczucia, przeżycia. Jeżeli chodzi o język, nie silę się na skomplikowane kompozycje, wymyślne metafory. Chcę, by było prosto i klarownie, szczerze, prawdziwie.

Czy prywatnie jesteś naszpikowana tak dużą dawką wrażliwości i delikatności jak Twoja muzyka?

Jestem niesamowicie wrażliwą osobą, wszystko biorę do siebie, bardzo przeżywam, emocje często biorą górę. Nie zawsze jednak to uzewnętrzniam.

Każdy, kto oddaje się jakiejś dziedzinie, w pewnym sensie ją redefiniuje. Czym jest dla Ciebie muzyka?

Wiesz, ostatnio myślałam sobie, że gdybym w tragicznym wypadku miała stracić wzrok lub słuch, wolałabym stracić wzrok, by móc słyszeć i czuć muzykę. To trochę makabryczne, ale nie wyobrażam sobie życia bez muzyki, ona mnie przenika. To dla mnie przestrzeń ludzkiej wrażliwości i emocji. Nie jestem teoretykiem muzyki, nie potrafię pojmować jej umysłem. Ja czuję muzykę w sercu, harmonię muzyczną odbieram sercem, a nie  zasadami i teorią. Muzyka jest też przestrzenią nieogarniętą, tajemniczą i to także jest bardzo pociągające.

12833192_987315934649676_683244016_n

Jest więc muzyka, jako przestrzeń ludzkiej wrażliwości i emocji, są studia polonistyczne, ale pozostaje w Twoim życiu także teatr. Równie ważny czy jednak będący obok?

Zdecydowanie równie ważny, bo nie umiem wybrać tego, co bardziej mnie pociąga. Mimo że czasami, będąc na jakimś konkursie czy koncercie, myślę sobie: jednak muzyka, to potem przychodzi festiwal teatralny i staje się jasne, że teatr to druga wielka miłość, która się w jakiś sposób z tą pierwszą jednak łączy.

No właśnie, teatr i muzyka, to przecież dziedziny bardzo sobie bliskie, które się w zasadzie przenikają, prawda?

Dokładnie, w interpretacji muzycznej niezbędna jest mimika, swoboda gestów, ruchu, wszystko to, co typowo teatralne. A w teatrze trzeba umieć śpiewać, no, przynajmniej jest to bardzo mile widziane. Teatr był w moim życiu od dziecka, trochę mniej, jak już wspominałam, podczas pierwszego roku studiów, ale nigdy z niego nie zrezygnowałam. Marzenia o aktorstwie wciąż do mnie powracają. Teatr amatorski jest w Polsce bardzo rozwinięty, są różne festiwale.

Na jednym z nich ostatnio byłaś i zostałaś nagrodzona. Dwa słowa o tym wydarzeniu?

Był to Festiwal Monodramów MOTYF w Tychach. Pojechałam z monodramem, który przygotowałam wspólnie z koleżanką na podstawie tekstu Michała Zdunika pt. Lalki. Zdobyłam nagrodę za ciekawy dobór środków aktorskich. Zostały przyznane dwa wyróżnienia, trzy nagrody i jedno Grand Prix. Byłam z siebie naprawdę zadowolona, tym bardziej, że w jury zasiedli profesorowie szkół teatralnych oraz aktorzy. Nie omieszkam zgłaszać się na kolejne festiwale teatralne. Będę również próbowała po raz kolejny zdawać do szkoły teatralnej.

Wokalistyka i muzykologia nie wchodziły w grę, ale akademia teatralna już tak. Dlaczego?

Jest taka specjalizacja, niezwykle ciekawa, aktor teatru muzycznego, a to łączyłoby muzykę i teatr, soki odżywcze drzewa mojego życia. Zamierzam niedługo ruszać z przygotowaniami, lada moment kwiecień, a przesłuchania startują już w czerwcu.

No dobrze, zatem na koniec zapytam cię o początek. Często początek jest utożsamiany z konkretnym momentem, od którego wszystko się zaczęło. A Szymborska pisała, że każdy początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie. Prawda czy nieprawda? Jak to było i jest z Twoimi początkami?

Pięknie to powiedziałaś, naprawdę. Można by pokusić się o stwierdzenie, że wraz z jakimś dniem czy wydarzeniem coś się zaczęło, ale no właśnie, może było to tylko kontynuacją? Na pewno każdy dzień jest nowym początkiem, początkiem czegoś nowego. Każdy dzień, każda chwila, w której rozwijałam się artystycznie coś zapoczątkowała, doprowadziła mnie do tego momentu, w którym jestem teraz. Wiem, że wiele pracy jeszcze przede mną, ale nawet szara rzeczywistość pozwala wzrastać artystycznie. Z dzieciństwa pamiętam coś w rodzaju momentu przełomowego, takiego z wielkim wow. W 2001 roku pojechałam na Festiwal Piosenki Dziecięcej nad Jezioro Białe. Tam zdobyłam Złotą Łódkę, pierwszą nagrodę. Byłam tak zszokowana, tak szczęśliwa. To trochę zatrzęsło moją codziennością, ale nie pozwoliło o niej zapomnieć. W końcu życie składa się przecież ze zwykłych, codziennych chwil, które stanowią jego esencję. Takim osadzeniem w codzienności jest dla mnie dziecięca scholka, którą od kilku lat prowadzę. Dzięki niej szlifuję grę na gitarze. Poza tym dzieciaki dają mi mnóstwo energii i radości.

O scholi nie zapomniałaś, mimo poważniejszych muzycznych zobowiązań?

Nie, trzymam się jej. To doświadczenie wiele mnie nauczyło, poza tym pomaga mi żyć zupełnie ‘normalnym’ życiem i pamiętać o tym, że przecież je mam. Co prawda po weekendzie złożonym z trzech koncertów pójście na próbę jest czasem ciężkie, bo we znaki daje się zmęczenie czy brak czasu, ale chodzę na nie tak często jak mogę.

Żyjesz tu i teraz, z dystansem do marzeń czy na przyszłość masz szczegółowe plany?

Mam jakieś marzenia, plany, ale nie wybiegam w przyszłość zbyt daleko. Planować bardzo szczegółowo można, ale czy warto? Życie to weryfikuje, przychodzą często rozczarowania. Dlatego nauczyłam się planować na czas nie dłuższy niż miesiąc.

Zatem jakie plany na najbliższy miesiąc?

Festiwal Yapa w Łodzi, przeczytanie rozważań na drodze krzyżowej na Majdanku, dalej święta Wielkanocne. Chciałabym też pomyśleć o zgłoszeniach na kolejne festiwale teatralne i przygotowywać materiał na płytę. No i odpocząć, na spokojnie.

I tego z całego serca Ci życzę.

Bardzo dziękuję. 

The following two tabs change content below.
Katarzyna Fronc

Katarzyna Fronc

Mam na imię Kasia. Kocham w swoim życiu parę rzeczy. Na pewno moje studia, czyli polonistykę. Kocham pisanie o wszystkim, co związane z kulturą, a więc o teatrze, filmie, literaturze, muzyce, a w zasadzie pisanie w ogóle. Kocham twórczość Henryka Sienkiewicza i Paulliny Simmons. Kocham grać na gitarze, śpiewać trochę też. Kocham niespodzianki, nowe wyzwania, piękne wspomnienia. Kocham jedzenie w duuużych ilościach 🙂 Interesuję się również muzyką chóralną. Najbardziej zaś kocham... kochać, to jest kwintesencja wszystkiego! 🙂