Bramkarzy dwóch

david-de-gea-thibaut-courtois-1416555427
http://www.wordy.photos/

W historii futbolu bywa tak, że w odpowiednim czasie i przy określonych warunkach trafiają na siebie dwaj geniusze, których gra zmusza do porównań, zestawień, charakterystyki jednego względem drugiego, do której wkrada się antagonistyczne spojrzenie na dokonania obu mistrzów. Ów wstęp sugerowałby, że czytelnik przebrnie w ciągu kolejnych minut lektury przez kolejną rozprawkę uwznioślającą maestrię Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, zawodników, którzy zdominowali światowy futbol. Nie, ten schemat odrzućmy w kąt i skupmy się na graczach trudniących się bodaj najbardziej niedocenianym fachem w piłkarskim rzemiośle. Mowa tu o fachu bramkarskim, a konkretniej o jego dwóch wybitnych przedstawicielach – Belgu Thibaut Courtois oraz Hiszpanie Davidzie de Gei.Kiedy na początku stycznia wspomniany już Ronaldo zdobywał po raz trzeci Złotą Piłkę FIFA, wielu ekspertów z niekrytym żalem przyznało, że nagroda powinna trafić w inne, poprzedniego sezonu doprawdy „złote ręce” – Manuela Neuera. Niemiecki bramkarz, jak nikt inny zrewolucjonizował pojęcie gry na przedpolu i przede wszystkim udowodnił, że obrona nie tylko kończy, ale często rozpoczyna się od golkipera. Ostatecznie reprezentant naszych zachodnich sąsiadów zajął 3. miejsce w plebiscycie tygodnika „France Football”, ustępując w głosowaniu Lionelowi Messiemu o jedyne 0,04%. Wydaje się, że to niewiele, ale biorąc pod uwagę oczekiwania i naprawdę świetny sezon Neuera, trzeba przyznać, że choćby ze względu na pozycję na boisku Niemiec był na straconej pozycji tuż po ogłoszeniu tercetu, który będzie walczył o laur za poprzedni sezon. Dodajmy, że ostatnim bramkarzem, który uplasował się tak wysoko w klasyfikacji Ballon d’Or był nie kto inny, jak Gianluigi Buffon. Włoch zajął drugą lokatę w plebiscycie za 2006 rok. Entuzjazm po Neuerze szybko opadł. Tuż po powrocie na ligowe boiska, w 18. kolejce Bundesligi jego Bayern został znokautowany przez VFL Wolfsburg. Neuer puścił 4 bramki, a jego koledzy potrafili odpowiedzieć tylko raz. Dokładnie czterokrotnie Niemiec dał się pokonać we wcześniejszych 17. meczach. W kolejnych spotkaniach on i reszta defensywy Monachijczyków wrócili na właściwe tory, ale po wypadku przy pracy pozostał niesmak. Potwierdziła się piłkarska maksyma, że nagrody otrzymują ci, którzy strzelają, a nie ci, którzy wpuszczają.

TC
http://www.squawka.com/

Historia Neuera jest nie bez znaczenia dla Courtoisa i de Gei. Rozpatrywanie przyszłości tych młodych zawodników przez pryzmat niepowodzenia, z jakim spotkał się aktualny mistrz świata ma sens, choćby ze względu na to, jak wiele obaj mogą jeszcze dokonać i jak wiele nagród może im przemknąć koło nosa, ponieważ żyją w epoce Messiego i Ronaldo, ponieważ są bramkarzami, ale po kolei. Thibaut Nicolas Marc Courtois urodził się w belgijskim Bree, położonym tuż przy granicy z Holandią. Niezbyt zaludnione, blisko 15-tysięczne miasteczko do niedawna słynęło z tego, że zamieszkiwała je słynna tenisistka Kim Clijsters wraz z ojcem Leo, byłym piłkarzem belgijskiej reprezentacji, który występował na mundialach 86′ i 90′. Kto wie, czy dziś miano najsłynniejszego mieszkańca Bree nie należy się Thibautowi. Urodzony 11 maja 1992 roku zawodnik przyszedł na świat w rodzinie, która dopiero kształciła swoje sportowe tradycje. Dość powiedzieć, że jego siostra Valérie jest dziś libero siatkarskiej reprezentacji kraju, a on jedną z gwiazd kadry piłkarskiej. Jednak początki Courtois nie były łatwe. Rozpoczynał jako 6-latek w barwach Bilzerse VV, ale już rok później rozpoczął swoją prawie 12-letnią przygodę z utytułowanym zespołem KRC Genk. Do 2008 roku przebywał w Genk wyłącznie w drużynie juniorskiej, ale już rok później przeniesiono go z młodzieżowców do seniorów. Thibaut, jako wychowanek klubu pokazywał swoje przywiązanie do KRC, a kończąc przygodę z belgijską Jupiler League stał się jednym z architektów sukcesu, jakim było mistrzostwo kraju dla Genk. 41 meczów w rodzimej ekstraklasie wystarczyło, by wypromować się do Chelsea FC, która pozyskała Courtoisa za 9 milionów euro w 2011 roku. Niespełna 19-letni bramkarz nie mógł liczyć na wyparcie z bramki doświadczonego Czecha… Petra Cecha, toteż tego samego roku trafił na wypożyczenie do Atlético Madryt. Belg rozegrał w słonecznej Hiszpanii trzy sezony, w każdym bronił coraz pewniej. Nagrody posypały się jak z kapelusza: drugie miejsce w plebiscycie Golden Boy z 2012 roku, tytuł gracza roku w Belgii, Trofeum Zamory i tytuł najlepszego bramkarza Primera División w 2014 roku. Po drodze piłkarz święcił triumfy w krajowych oraz europejskich pucharach, a ukoronowaniem jego świetnej postawy był powrót do Chelsea w 2014 roku, już w glorii sławy i z łatką jednego z najlepszych golkiperów globu. Tym razem José Mourinho już się nie wahał i postawił na Courtois w Premier League i Lidze Mistrzów, pozostawiając na uboczu Petra Cecha. 11 września ubiegłego roku Thibaut podpisał 5-letni kontrakt z Londyńczykami i jasno dał znać fanom, że chce być ikoną klubu, tak jak był nią w ostatnich 11 latach czeski bramkarz.

Historia de Gei rozpoczyna się nieco wcześniej, 7 listopada 1990 roku. W Madrycie przychodzi na świat David de Gea Quintana, który od razu przywiąże się do swojego rodzinnego miasta, a szczególnie do jego czerwono-biało-niebieskiej części. 11-letni de Gea rozpoczynał swoją karierę w Atlético Madryt. Do 2008 roku przebywał w juniorach, a sezon 2008/09 spędził w drużynie B. Swoją szansę w pierwszym zespole dostał dopiero 9 września 2009 roku w spotkaniu Ligi Mistrzów z FC Porto. Niespełna po miesiącu był już podstawowym bramkarzem i bronił w Primera División, po drodze wygryzając ze składu Sergio Asenjo. David w  Atlético, podobnie jak Thibaut za czasów w gry w Genk, nie dał się długo prosić o pokazanie swego kunsztu. Z drużyną, której był wychowankiem, wygrał Ligę Europy i Superpuchar Europy w 2010 roku, wydatnie przyczyniając się do zwycięstw w obu finałach (m.in. obronił rzut karny i mnóstwo strzałów rywali).

DG
http://www.bola-mania.com/

Jako 20-latek de Gea był najbardziej rozchwytywanym bramkarzem świata, a włodarze madryckiego klubu sądzili, że tak świetny zawodnik na tej pozycji prędko im się nie trafi. Mylili się, ponieważ naturalnym następcą de Gei stał się równie niesamowity Courtois, ale nim do klasycznego przekazania pałeczki doszło, David wyfrunął już z Madrytu na dobre. 29 czerwca 2011 roku sukcesem zakończyły się starania Sir Alexa Fergusona, którego pobyt na Old Trafford powoli zmierzał ku końcowi i który pragnął pozostawić Manchesterowi United wybitnego bramkarza na miarę legend klubu, takich jak Peter Schmeichel, czy Edwin van der Sar. Dokładnie tego dnia de Gea podpisał 5-letni kontrakt z United i dał do zrozumienia, że chce podołać misji godnego zastąpienia wyżej wymienionych panów. Niedługo, bo już 8 maja 2013 roku z Man United po 26 sezonach pracy odszedł Ferguson, a de Gea miał już na koncie Tarczę Współpracy (2011) i Mistrzostwo Anglii (2012/13). Zarówno jeden, jak i drugi słowa dotrzymał – Ferguson zostawił po sobie solidne zabezpieczenie defensywy United, a de Gea mimo kuszących ofert ze słonecznej Hiszpanii wytrzymuje na ulewnych Wyspach już czwarty sezon.

Po zestawieniu przebiegu kariery obu panów, de Gei i Courtoisa, należy wyciągnąć kilka wniosków. Pierwszy i podstawowy jest taki, że trudno doszukiwać się wielu przeciwieństw między bramkarzami. Obaj młodzi, prędko opuścili ojczyzny, zdobywali laury w kraju i w Europie, wychowani i ukształtowani przez madryckie Atléti, obaj trafili do Anglii i spotkali wielkie trenerskie autorytety, czyli Alexa Fergusona i José Mourinho. Nie od początku grali pierwsze skrzypce, ale gdy już otrzymali szansę, to udowodnili swoją jakość i przydatność w grze. Dziś nikogo nie dziwi, że są uznawani za najlepszych w swoim fachu. Jedyne, co ich dzieli, to gra w reprezentacji swojego kraju i tu, trzeba przyznać, odmienne losy obu panów, również mają swoje uzasadnienie. Courtois jako 17-latek rozegrał w młodzieżowej reprezentacji tylko 4 mecze, z kolei de Gea przebrnął kolejno przez kadrę: U-15, U-17, U-19, U-20, U-21 i zatrzymał się na tej do lat 23. Łącznie, we wszystkich zespołach młodzieżowych zagrał aż 75 razy! To nad wyraz dużo, nawet jak na bramkarza, dodajmy, że ten wynik wystarczyłby do wstąpienia w progi Klubu Wybitnego Reprezentanta, gdyby dotyczył gry dla seniorskiej reprezentacji Polski. Tak się jednak nie stało, a de Gea zamiast z Borucem, Fabiańskim, czy Szczęsnym, musiał walczyć o miejsce w dorosłej reprezentacji z Casillasem, Reiną, bądź Valdesem, choć już sama obecność tego pierwszego zwykle oznaczała rozbrat z kadrą, ponieważ Iker nie na darmo nosi miano „nieśmiertelnego”, bądź „świętego”. Dlatego też de Gea trafił do pierwszej reprezentacji dopiero w ubiegłym roku i zagrał w niej… trzykrotnie. Dużo więcej szczęścia, a przecież nie mniej umiejętności, miał Thibaut Courtois, gdy w 2011 roku rozpoczynał przygodę z kadrą. Do tej pory grywał w niej już 27-krotnie. Z drugiej strony panowie nie mają jeszcze na koncie sukcesów ze swoimi kadrami, ale de Gei na pocieszenie pozostało Mistrzostwo Europy do lat 17. z 2007 roku i dwa złote medale na podobnej imprezie, tyle że do lat 21. – z lat 2011 i 2013.

Przyszłość Courtoisa i de Gei rysuje się w jasnych barwach. Pierwszy już teraz budzi poważne zainteresowanie bogatego Paris Saint-Germain i tylko jego rozsądek zdecyduje, czy warto porzucać skuteczną maszynerię, jaką uczynił z Chelsea José Mourinho na rzecz finansowego giganta. Biorąc pod uwagę to, jak wiele Thibaut musiał przejść, żeby w Londynie poznali się na jego talencie, takie rozwiązanie raczej nie wchodzi w grę. „Jeśli jesteś znakomity i grasz przez 3 lata na wypożyczeniu, co roku otrzymując złudne zapewnienie, że w końcu pojawisz się w wymarzonym zespole, to tym mocniej doceniasz okres, gdy jesteś w upragnionym teamie” – tak powinien brzmieć fragment biografii Thibaut. Co więcej, w połowie lutego Belg niemal w pojedynkę rozprawił się właśnie z zawodnikami PSG i nie pozwolił im na pokonanie Chelsea, kapitalnie broniąc stuprocentowe sytuacje Edinsona Cavaniego i Zlatana Ibrahimovicia. Ostatecznie, pierwszy z nich pokonał Courtois, ale wystarczyło to do remisu 1:1, który biorąc pod uwagę nieudolność londyńskiej ekipy, był kiepskim wynikiem dla Paryżan. Z kolei de Gea także musiał poznać gorycz porażki i upokorzenia, by udowodnić piłkarskiemu światu, co naprawdę potrafi. Jeszcze na początku swojej przygody z Manchesterem dał się przyłapać wścibskim brytyjskim dziennikarzom, jak wychodził z centrum handlowego z pączkiem w dłoni – pączkiem, za którego (jak się okazało) nie zapłacił. Po 3 latach David ochrzczony przez życzliwych pismaków łasuchem i złodziejaszkiem udowodnił, że ci wcale się nie mylili. U progu 2014 roku konsumował już sukces za sukcesem, przy okazji kradnąc niewieście serca, ponieważ został okrzyknięty jednym z najprzystojniejszych zawodników Barclays PL. W ostatnich tygodniach de Geę do powrotu na ojczystą ziemię kusił galaktyczny Real, ale serce Davida do tej pory biło dla innego madryckiego klubu, śmiertelnego wroga Realu – Atlético. Prezes Los Blancos, Florentino Pérez, zagiął parol na rodaka i dopóki nie dopnie swego, nie przestanie zabiegać o usługi Davida. Przypominając sobie historię innych graczy United, którzy w końcu ulegali Realowi (Ronaldo, Heinze, van Nistelrooy), trzeba przyznać, że angaż bodaj najlepszego zawodnika Czerwonych Diabłów w Madrycie jest bardzo prawdopodobny. Bez względu na to, jak zakończą się losy transferowe Courtoisa i de Gei, pewne jest, że nie spuszczą z tonu, a kto wie, czy szczytowa forma nie jest jeszcze przed nimi. Ten duet będzie nie raz i nie dwa pojawiał się na okładkach gazet, a kto wie, czy panowie nie będą również gwiazdami dwóch prestiżowych turniejów w najbliższych latach – Mistrzostw Europy we Francji (2016) oraz Mistrzostw Świata w Rosji (2018).

The following two tabs change content below.

Michał Wójcik

Ostatnie wpisy Michał Wójcik (zobacz wszystkie)