Boska komedia

,,Księdzem jestem” – powiedział. I tak nim został. Film reżyserii Jana Komasy “Boże ciało” wymyka się naturalności spod kontroli. Gdyński sukces, komercyjny huk i całkiem zgrabny zwiastun stworzyły bańkę, która pękła wraz z ostatnią sekundą filmu.

,,Boże ciało” to arthouse dla niewymagających odbiorców. Nacisk na autorytatywną ekspresję reżysera dopełnia duża samokontrola scenarzysty, Mateusza Pacewicza. Nie jest to jasna, nastawiona na konkretny cel historia. Twórcy pokazali procesję chrześcijan, w której każdy kolejny ołtarz to nowa rana, mająca zagoić się pod wpływem zdrowaśki. W taki sposób przez życie idą filmowi parafianie. Reżyser bazował na umiejętnym połączeniu realności, wizyjności i alegorii. Mimo dobrych zamiarów, film jest marną, chwilami zabawną kalką rzeczywistości. Wiele scen przybiera postać niezbyt wymagającej bajeczki. Ten twór to mnogość wykluczeń i nielogicznych (a jak logicznych to nudnych) wątków.  

Kościelne dzwony biją w rytmie młodego serca Daniela. Wychodzi warunkowo z poprawczaka i dociera do miejscowości gdzie diabeł mówi dobranoc, a koloratka zapewnia immunitet. Swoją grą aktorską Bartosz Bielania (Daniel) ratuje niekonkretną fabułę filmu. W usypiających widza momentach, oczy aktora były kubłem zimnej wody wylanym na głowę. Owa lodowata woda przenikała do mózgu i skutecznie wywoływała deliberacje. Daniel przebiera dres na sutannę. Za dnia śpiewa na ołtarzu, że Pan Bóg jest jego pasterzem, a w nocy, przy pełnym szkle rapuje Białasa. Szkoda tylko, że postać Daniela nie ewoluowała. Bo akcja nie zapewniła totalnej rewolucji. Potencjał był ale wyszło jednokierunkowo i miałko. W zapyziałej wsi wójt rozdaje karty a ksiądz przebieraniec próbuje rozwiązać w ogóle nietajemniczą tajemnice śmierci ośmiu osób. Ranczo plus Ojciec Mateusz, wersja hard but not surprising.

Produkcja skonstruowana jest z ciekawych ujęć i kadrów co komponuje się z wizją Pacewicza, stosującego zasadę minimum słów. Operatorski kunszt najbardziej zauważalny jest bowiem podczas bezdialogowych scen. Mimo milczenia bohaterów, wtedy najgłośniej słychać zaciętą walkę między sacrum a profanum. Dobrym zagraniem, jest klamra operatorska – na początku i na końcu filmu, emocje widza podczas ujęć z poprawczaka podbijane są przez ruch kamery za obiektem. Przyjemne kombinacje.

Już Dante Alighieri wiedział, że to realne życie leży u podstaw utworu. Komasa, pierwiastek rzeczywistości chciał przemycić w zbrudzonym, ale świętym opakowaniu. Przemycił w świętym ale nie świetnym. Zamiast wyjątkowego, panoramicznego obrazu wyszedł bohomaz, ale trzeba przyznać, że w ciekawych kolorach.

Zdjęcie: Aurum Film, Andrzej Wencel/www.filmweb.pl

The following two tabs change content below.
Avatar

Angelika Cygal

e-mail: cygalangelika@gmail.com
Avatar

Ostatnie wpisy Angelika Cygal (zobacz wszystkie)