Będę pochowany w normalnym grobie

Zdzisław Badio (94 l.) jako siedemnastolatek został więźniem obozu koncentracyjnego na Majdanku. Podczas pobytu był kelnerem w kantynie SS, pacjentem szpitala obozowego i niedoszłym uciekinierem. „Najbardziej cieszę się, że przeżyłem bo będę pochowany w normalnym grobie” – mówi dzisiaj.

 

Angelika Cygal: Będąc w obozie częściej myślał Pan o życiu, czy o śmierci?

Wspomnienia z obozu są traumatyczne i mało kto chce o tym mówić. Kiedyś zapytałem żony znajomego, który też był w obozie, co on jej mówił o tym miejscu. Ona wyznała, że nigdy jej nic o obozie nie wspominał. Napisał tylko na kartce, na malutkiej karteczce swoje imię, nazwisko i zdania: do obozu dostałem się w tym i w tym roku, z obozu wyszedłem w takim a takim. Tyle wydusił z siebie na ten temat do bliskiej sobie osoby. W obozie człowiek nie myślał o strachu. Pamiętam, jak przy wejściu do obozu powiedziano nam, że wychodzi się z niego kominem. Nie wiem czemu tak było, że kłamałem mówiąc na temat tego, co działo się w obozie. Mówiłem do żony mojego kolegi, że wszystko dobrze, że w obozie nie jest źle, podczas gdy domyślałem się, że jej mąż trafił do komory gazowej.

 

Jak wspomina Pan pobyt w szpitalu obozowym?

Trafiłem do szpitala bo zostałem pobity przez więźnia funkcyjnego. Zanosiłem jedzenie i nie wiem co mnie skusiło, że sięgnąłem ręką po dwa ziemniaki. Już prawie miałem je w dłoni, kiedy poczułem jak coś mocno uderza mnie w głowę. Zachowałem się jak złodziej więc trzeba mnie było palnąć. Po tym zdarzeniu dostałem się do szpitala obozowego. Lekarz sądził, że nie mam szans na przeżycie. Przyłożono mi na ranę papier, później to wszystko zaropiało. Ja jakoś się z tego wykaraskałem.

 

Ucieczka z obozu – planował Pan ją kiedyś?

Kiedyś podczas obozowej prac, wraz z jednym współwięźniem zlokalizowaliśmy takie miejsce, przez które można było uciec. Zaplanowaliśmy, że to zrobimy. Na drugi dzień mnie przeniesiono do innej pracy. Chwilę po tym, wyczytywany był po kilka razy numer jakiegoś więźnia, chyba podejrzewano, że ktoś uciekł. I ja tak sobie później pomyślałem, że to mógł być ten mój kolega bo już nigdy więcej go nie spotkałem.

 

Znał Pan język niemiecki?

Umiałem po niemiecku parę słów i to sprawiło, że dostałem się do kelnerowania w kantynie niemieckich oficerów. Tam poznałem księdza, który zawsze mnie pocieszał i mówił, że jestem jeszcze młody i że wszystko będzie dobrze. Ta praca sprawiła, że moje ciało odżyło bo tam było co jeść, wzmocniłem się. Czasem w ukryciu brałem jakieś jedzenie i przynosiłem innym więźniom. Kelnerem byłem przez dwa tygodnie – ktoś, kto tam pracował uciekł i zmieniono wszystkich pracowników. Po tym, czułem się pewniej, chodząc po obozie.

 

Do dzisiaj nie wie Pan, dlaczego Pana wyzwolono.

Z dokumentów wynika że byłem tylko zakładnikiem w obozie, może dlatego zostałem wyzwolony. Nie wiem. Wyczytali mój numer i kazali mi się zgłosić, poszedłem i powiedzieli, że jestem zwolniony z obozu. Wyciągnęli moje ubrania z worka, oddali mi pieniądze i usłyszałem, że mogę iść. Poszedłem na PKP, tam na targu kupiłem dwie miski zupy, zjadłem je i wsiadłem do pociągu. Tak się złożyło, że w tym pociągu jechała moja sąsiadka. Próbowałem ją zagadywać, pytać o coś, ale czułem, że ona w swoich odpowiedziach mnie zbywa. Później mi powiedziała, że po prostu mnie nie poznała. Rok mi zajęło, żeby dojść do zdrowia. Miałem straszny apetyt, dużo jadłem, potem puchłem. Wiele osób wróżyło, że to się źle skończy. Najbardziej cieszę się, że przeżyłem bo będę pochowany w normalnym grobie, na pogrzebie będzie rodzina, czy znajomi. Tam był trup na trupie, całe masy trupów, na których malowano numerki, jak na drzewach.

The following two tabs change content below.
Avatar

Angelika Cygal

e-mail: cygalangelika@gmail.com
Avatar

Ostatnie wpisy Angelika Cygal (zobacz wszystkie)