A ja będę Twym Aniołem…

10013259_445414298928136_1494148353_nRóżnorodność i specyfika dzisiejszego, pędzącego na przekór wszystkiemu świata, może zadziwić. Zaskoczyć i wywołać emocje sprzeczne z tym, do czego tak naprawdę wszyscy dążymy. Z logicznego punktu widzenia, nie możemy być doskonali, chociaż Pismo Święte samo w sobie zawiera mocno pokrzepiającą myśl: „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia”. Mocne, bez sztucznej czułostkowości i dramaturgii słowa, oddające naszą prawdziwą, odkrytą istotę.

Często o tym zapominamy – będąc niesionymi przez rozpędzone życie, przestajemy myśleć o wartościach, często zawartych w najmniejszych gestach, które tak bardzo kreują nasze życie i budzą w każdym z nas świadomość osobistego, czułego Anioła. Szczerze dobrego. Nie bez powodu, wyrażenie tytułowe pisane jest z dużej litery – ze względu na powagę sytuacji i postaci, raczcie autorowi wybaczyć.

Często wydaje Ci się, że jesteś człowiekiem zagubionym. Bez wartości, skreślonym przez życie podmiotem, żerującym na osobowości i szczęściu innych. Stajesz się posępny, odsuwasz się od najbliższych, zanikasz. Przecież nie masz szczęścia w miłości, w nauce, w domu, brak Ci bliskości, ciepła, czułości, akceptacji – można tak wymieniać w nieskończoność… Może warto jednak poszukać? Może warto już dziś – nie jutro, za tydzień, od poniedziałku – właśnie dziś rozejrzeć się wokół siebie. Odkryć to, co nieodkryte, zaczerpnąć tego, co dalekie, sięgnąć po to, co wysokie? Innym się udaje – czemu więc Ty masz być człowiekiem gorszym? Poprzez najprostszą czynność – uśmiech, szczerą, bezinteresowną rozmowę, czy kupienie pączka bezdomnemu, stań się tym, kim Ty chcesz być dla innych. Co będzie Twoją nagrodą? Uśmiech i wdzięczność.  Nie bój się podać ręki – nie zostanie ona odepchnięta. Nie bój się poprosić o rękę mimo, że wielu ją odtrąci, pomyśli, że jest ona pozorem genialnie wykreowanej, ludzkiej maski.

1922550_445414295594803_85617897_nSzczególnym aspektem odnalezienia „swojego Anioła” jest poszukiwanie. Stanowi ono zasłonięcie oczu, rozchylenie serca, otwarcie duszy (jak mawia klasyk: „Miej serce i patrzaj w serce”). Nie będzie to proste – często upadniemy, doznamy porażki, pomylimy się – kto powiedział, że będzie łatwo? Gdy jednak nadejdzie ta chwila, a stanie się tak na pewno – ukształtowani przez cierpienie i ambicjonalne dążenie do celu – zdobędziemy Go. Tak więc powstań, spójrz w dal, cicho się rozglądając –  kto wie, czy za rogiem, nie stoją Anioł… z Bogiem?

Przed podsumowaniem – historia, z życia wzięta, autentyczna – potwierdzona. Moja.

„Dzisiejszego dnia, spędzając milutkie chwile w sali przyjęć jednego z kieleckich szpitali, myśląc o beznadziejności i bezsensowności własnej egzystencji, spotkałem parę. Kobieta – 74 lata, mężczyzna – 77. Z braku laku, środków na koncie, postanowiłem „zagadać”. Wszystkich nas łączyło serce, które postanowiło zrobić rano dobry dowcip i odpocząć od regularnej pracy, którą każdego dnia mozolnie wykonuje (w sumie to mu się nie dziwię, też byłbym już znudzony na jego miejscu).
– A Pani czemu tu trafiła – pytam.
– Kochanie, w moim wieku wszystkie organy już chore, teraz bliżej niż dalej – szybka, klarowna i dołująca odpowiedź.
– No faktycznie, Pani to wygląda na nie więcej niż 19 lat, więc całe życie przed Panią. Jak Pani nie ma nic przeciwko, to jeszcze kiedyś wybiorę się z Panią na dyskotekę.
– Oj Kochany, bo się zawstydzę – po czym z trudem sięgając do torebki, dała cukierka.       JEST! Do szczęścia brakowało mi jedynie cukru, teraz mogłem już spokojnie umrzeć, z czekoladowym aromatem rozpływającym się w ustach. Błogi stan, ekstazę duszy i ciała, przerywa zdanie. Ciche, pokorne, magiczne.
– Szkoda mi tylko mojego męża, po wielu operacjach, schorowany, a siedzi tutaj przy mnie, ciągle, nie opuszcza mnie ani na krok – mówi starowinka.
Patrzę, faktycznie – obok niej siedzi pomarszczony, przygarbiony staruszek, z trudem łapiąc każdy oddech i podtrzymując rozłożyste dłonie na drewnianej lasce.
– To jest dopiero miłość, nie uważa Pani ? – mówię machinalnie i prosto.
– Miłość kochany znajduje obraz wszędzie, nawet i tutaj, w tej sali. Kiedy moje serce cierpi, jego serce jest moim, kiedy jego jest chore, wtedy moje stanowi o całości jego serca. O miłości nawet nie trzeba mówić. Ona trwa i to się wie tu (pokazuje palcem na lewą pierś), w środku.”

Nie myślmy o wczoraj, nie patrzmy na jutro – działajmy już dziś. Będąc dla kogoś żywym świadectwem ludzkiej dobroci i otwartości, stańmy się – choć na chwilę – prawdziwym Aniołem. Kto wie, czy pewnego dnia sami nie staniemy się Jego poszukiwaczami –myśląc przez chwilę, gdzie zacząć poszukiwania, szybko się uspokoimy – On sam, niepytany, niezmuszany, cichy i pokorny – będzie już przy nas czuwał.

The following two tabs change content below.

Robert Góźdź

Ostatnie wpisy Robert Góźdź (zobacz wszystkie)