Akcja inwigilacja

źródło: ddpolkowice.pl
źródło: ddpolkowice.pl

Nie od dziś wiadomo, że dziennikarzom wszyscy patrzą na ręce. Od czytelników, przez celebrytów po polityków. A co jeśli przedstawiciele „czwartej władzy” są podsłuchiwani, i to na zlecenie rządzących?

W ubiegłotygodniowym numerze „Do Rzeczy” podano nazwiska dziennikarzy, którzy mieli być inwigilowani przez służby specjalne w latach 2009-2010. O podsłuchiwanych dziennikarzach mówił też minister koordynator służb specjalnych, Mariusz Kamiński. Nie wiadomo jeszcze, czy lista Kamińskiego pokrywa się z listą Cezarego Gmyza przygotowaną dla „Do Rzeczy”. Pewne jest jedno: właśnie odkryto kolejne szambo przykryte pospiesznie przez poprzednią ekipę rządzącą.

Władza nie lubi niepokornych ludzi, którzy mają czelność nie zgadzać się z jedynie słusznymi opiniami rządzących. Jeszcze bardziej nie lubi tych, którzy mają zdolność do rozprzestrzeniania wirusa nieposłuszeństwa na całe społeczeństwo. Zaś szczególną nienawiść odczuwa w stosunku do wścibskich obywateli, którzy na światło dzienne wywlekają brudy produkowane przez rząd. Władza nie znosi nieposłusznych dziennikarzy.

Wystarczy rzucić okiem na listę nazwisk ujawnioną przez Gmyza. Kraśko? Lis? A może Olejnik? Nie nie, w tym zaszczytnym gronie nie ma ludzi, którzy treścią swego życia uczynili podlizywanie się Platformie i innym Nowoczesnym oraz prześciganie się na antypisowskie hasła. Wśród dziennikarzy pozostających w kręgu zainteresowań CBA oraz ABW byli m.in. Piotr Gabryel, Paweł Lisicki, Michał Karnowski czy Piotr Zaremba. Ludzie mniej lub bardziej związani z „Rzeczpospolitą” czy „Gazetą Polską”. A co najważniejsze, ludzie, którzy nigdy nie kryli się ze swoimi prawicowymi sympatiami.

Można oczywiście snuć bajeczki, że działania operacyjne prowadzone przez ABW, oraz w mniejszym stopniu przez CBA pozostawały poza kontrolą ówczesnego rządu. Fakty są jednak jasne. W tym okresie ABW podlegała premierowi, czyli Donaldowi Tuskowi. Co więcej, śledztwo prowadzone przez Gmyza dowodzi, że redakcja „Rzeczpospolitej” była inwigilowana w czasie, gdy pismo ujawniało materiały związane z aferą hazardową. Służby specjalne miały więc za zadanie prześledzić, co knują dziennikarze i zebrać odpowiednie haki, by wykorzystać je przeciwko nim. Pech chciał, że tak samo jak ówczesny rząd tak i służby działały nieudolnie (lub wersja bardziej optymistyczna: nie ma czego zarzucić podsłuchiwanym dziennikarzom) i niczego nie znaleźli, a akcja inwigilacyjna zakończyła się spektakularną klapą. Pozostało więc ukryć fakt działań służb i liczyć na to, że nikt się o tym nie dowie. Znowu pech. Nastąpiła zmiana rządu, rozpoczęły się audyty, a nowa władza robi wszystko, by ukazać obłudę poprzedników.

Sprawa inwigilacji dziennikarzy, jak wszystko co dzieje się w naszym kraju i śmierdzi aferą na kilometr, stała się kwestią wyłącznie polityczną. PiS będzie atakował Platformę, za co dla zasady oberwie od Nowoczesnej, a posłowie od Kukiza będą rozmyślali nad tym, jakie stanowisko przyjąć, by coś ugrać nie opowiadając się za żadną ze stron. Tym samym przemilczany zostanie fakt, że w naszym kraju nastały standardy rodem z Rosji. Mniej zorientowanych uświadamiamy, że inwigilowanie dziennikarzy bez specjalnego powodu jest nielegalne i bardziej przypomina praktyki z państwa totalitarnego niż kraju, który lansuje się jako światłe państwo europejskie. O ile relacja pomiędzy władzą a dziennikarzami będzie sprowadzała się do nienawiści lub daleko idącej sympatii i współpracy (jedni bez drugich żyć nie mogą), o tyle któraś ze stron zawsze będzie używała nieczystych chwytów. Dziennikarze będą stawali na głowie, by uzyskać niepublikowane wcześniej informacje, z kolei władza zrobi wszystko, by utrudnić życie niepokornym żurnalistom.

Być może już za kilka lat usłyszymy o podobnych rewelacjach, tym razem z podsłuchiwanymi dziennikarzami z Wyborczej czy Newsweeka w rolach głównych. Teraz służby specjalne będą tańczyły do muzyki granej przez ekipę Beaty Szydło. Niezależnie od tego, czy nowy rząd skorzysta z możliwości odegrania się na nieprzychylnych mu dziennikarzach, trzeba trzymać kciuki za tych przedstawicieli „czwartej władzy”, którzy mają jeszcze odwagę patrzeć na ręce trzem pozostałym władzom. Bowiem kwestią otwartą pozostaje to, ilu z nich udało się zastraszyć działaniami prowadzonymi przeciwko kolegom po fachu.

The following two tabs change content below.
Katarzyna Gurmińska

Katarzyna Gurmińska

Studentka dziennikarstwa, wciąż poszukująca własnej drogi i możliwości rozwoju. Pasjonatka podróżowania, przy okazji licznych tułaczek, zawitała na kontynent Ameryki Południowej, który sprawił, że bezwarunkowo się w nim zakochała i marzy o ponownym spotkaniu z nim. Pomimo odwiedzenia wielu miejsc w Europie i zasmakowania w różnorodnych kulturach twierdzi, że najpiękniejszym miejscem na świecie jest… jej rodzinny Kazimierz Dolny. Uwielbia fotografować, a najlepiej odnajduje się w fotografii reporterskiej. Zakochana w sporcie, w wolnej chwili ogląda mecze piłki nożnej oraz wyścigi kolarskie, a przy sprzyjających warunkach jeździ na rowerze. Interesuje się historią Polski, szczególnie tą sięgającą czasów II wojny światowej.
Katarzyna Gurmińska

Ostatnie wpisy Katarzyna Gurmińska (zobacz wszystkie)